Zaprawdę zacne w kosmosie walki – recenzja Gratuitous Space Battles

Ta gra jest straszna. Zaczynając od strasznego tytułu, na strasznej rozgrywce kończąc. O bogowie, ile można nerwów zjeść na tej grze, która jest…zaskakująco dobra.

Na pierwszy rzut oka Gratuitous Space Battles wygląda jak typowa strategia 4X (eXplore, eXpand, eXploit, eXterminate), jednak zdecydowanie nią nie jest. Twórca gry, jednoosobowa firma Positech, określa swoją produkcję jako hybrydę gry RTS z tower defense. Co to dokładniej oznacza? Otóż w GSB porzucono prawie wszystkie aspekty eksploracji, budowania imperium skupiając się wyłącznie na jednym – tytułowych walkach w kosmosie (dopiero opisany poniżej dodatek koryguje nieco ten stan).

Nasz podbój zaczynamy od wyboru rasy i zaprojektowania floty. Każda frakcja ma swoje modele okrętów i bonusy jakie one otrzymują. Na starcie dostępna jest jedynie Federacja, jednak wraz z postępem walk możemy odblokować kolejne: Rebeliantów, Sojusz insektoidów oraz Imperium. Skoro już wybraliśmy, przechodzimy do projektowania. W GSB nie dostajemy gotowych statków, musimy sami sobie zaprojektować okręty, których będziemy używać w starciu. Nasz projekt rozpoczynamy od wyboru kadłuba – czy ma to być myśliwiec, fregata czy krążownik. Każdy typ kadłuba ma parę wariantów różniących się między innymi kosztem produkcji, wymaganą załogą i dostępnymi miejscami na moduły. Gdy już się zdecydowaliśmy czas przydzielić do okrętu moduły. Dwa główne typy to broń oraz moduły standardowe, dzielące się na źródła zasilania, silniki, osłony, pancerze i inne układy, takie jak np. system napraw. Niektóre rasy posiadają broń i moduły niedostępne dla innych ras. Projektowanie statku jest bardzo wymagającym i skomplikowanym procesem, gdyż musimy opracować odpowiednią koncepcję okrętu i stosownie go wyposażyć.Każdy układ, broń czy kawałek pancerza jaki chcemy wsadzić na okręt posiada statystyki, które trzeba wziąć pod uwagę – nieraz staniemy przed problemem wymaganej załogi, niedoborów mocy czy ogólnego ciężaru okrętu, który negatywnie wpłynie na jego prędkość. Wielokrotnie przegrana bitwa zmusi nas do powrotu do designera.

Dobrze, skoro mamy już okręty – czas przetestować je w bitwie. Po wyborze scenariusza wyświetlona nam zostaje mapa rozgrywki, wraz z ułożeniem sił wroga oraz informacją o anomaliach, które będą zakłócać rozgrywkę, np. poprzez redukowanie efektywności tarcz ochronnych. Ilość okrętów jakie możemy wystawić jest ograniczona przez poziom kredytów (CR) i ilość dostępnych pilotów, dlatego należy rozsądnie zadecydować, które okręty staną do boju. Podczas planowania bitwy wychodzi aspekt tower defense o którym wspomniał twórca. W GSB nie kontrolujemy naszych statków  – gdy rozpocznie się bitwa jedyne co możemy zrobić to rejestrować stan floty oraz kontrolować upływ czasu, dlatego sam etap planowania jest tak istotny. Rozstawiając statki przydzielamy im rozkazy i zachowania jakie mają realizować w trakcie walki. Które okręty mają atakować moje fregaty? Z jakiego zasięgu powinny rozpocząć atak? Czy mają obierać na cel najbardziej uszkodzone jednostki czy skupiać się na jednym wrogu? To tylko niektóre decyzje jakie przyjdzie nam podjąć przed rozpoczęciem, a które mogą mieć wpływ na zwycięstwo lub porażkę, niezależnie od siły okrętów. Każda zakończona odpowiednio zadowalającym sukcesem bitwa wiąże się z otrzymaniem tzw. Honor Points. Za owe punkty możemy kupować nowe wyposażenie dla naszych statków, nowe kadłuby lub nowe rasy.

Do GSB wyszło w sumie sześć dodatków. Pięć z nich dodaje dodatkowe rasy (Plemię, Ład, Rój, Nomadów oraz Pasożyty), dodatkowe scenariusze oraz dodatkowe typy broni. Szóste DLC, Galactic Conquest, wyróżnia się na tym tle poprzez dodanie trybu kampanii. Rozpoczynając nową grę wybieramy rasę, poziom trudności oraz mapę na której chcemy grać. Kampanię rozpoczynamy z jedną planetą na której mamy stocznię, fabrykę (odpowiedzialną za przychód) oraz akademię (odpowiedzialną za szkolenie załogi). Z tym niewielkim zapleczem rozpoczynamy podbój galaktyki przesyłając naszą flotę korytarzami przestrzennymi między planetami. Każda zdobyta planeta ma wskaźnik Zagrożenia (Threat) i Lojalności (Loyalty). Pierwszy, gdy osiągnie 100% oznacza iż naszą planetę dość szybko nawiedzi wroga armada. Natomiast lojalność działa jako mnożnik przychodu, szkolenia załogi – im wyższa, tym lepiej, obviously. Poziomy tych dwóch wskaźników skaczą w zależności od sąsiednich planet, floty orbitującej naszą planetę – gdy mamy silną armadę nasi mieszkańcy czują się bezpieczniej, powodując wzrost lojalności jednak sąsiedzi czują się bardziej zagrożeni.

Ciekawostką jest, że oprócz wygenerowanych przez grę wrogów możemy, zarówno w scenariuszach jak i w kampanii, stoczyć walkę z flotami zaprojektowanymi przez innych graczy. Oczywiście zarówno kampania, designer jak i scenariusze opatrzone są samouczkiem, który ma nas zaznajomić ze specyfiką gry.

Graficznie GSB przedstawia się bardzo atrakcyjnie. Interfejs jest schludny, czytelny i wygodny w obsłudze. Mimo zamknięcia w okowach dwóch wymiarów bitwy robią imponujące wrażenie. Miriada eksplozji, pocisków, promieni laserów czy efektów tarcz zrywa kapcie nawet przy stosunkowo niewielkich bitwach. Wszystko to okraszone jest oczywiście stosownym udźwiękowieniem, mimo, iż realnie w przestrzeni kosmicznej wybuchy nie powinny być tak spektakularne, o dźwiękach nie wspominając.

Zastanawiałem się chwilę jak podsumować Gratuitous Space Battles. Mój pierwszy kontakt z tą grą nie przebiegł najlepiej, głównie ze względu na błędne nastawienie. GSB nie rozpieszcza gracza kierującego się podejściem “siadam do gry i wymiatam, po krótkim samouczku“, gdyż pierwsze, nieprzemyślane projekty i ustawienia floty spotkają się z druzgocącą klęską. Dopiero eksperymenty, analiza modułów, testy i ewentualne zasięgnięcie opinii bardziej doświadczonych graczy nauczy nas jak powinniśmy konstruować swoją armadę. To nie jest gra do której zupełny laik może siąść żeby na szybko rozegrać luźną partyjkę. GSB zachęca do przemyślenia swoich projektów, stawiania na specjalizację okrętów oraz pieczołowitego ustawiania formacji i rozkazów, co uważam za dobre podejście w czasach kiedy wiele gier można przejść “od ręki”. Zdecydowanie nie poleciłbym jej każdemu, jednak jeśli ktoś jest gotów poświęcić trochę czasu na naukę mechaniki gry to Gratuitous Space Battles zdecydowanie jest warte uwagi.

4 myśli na temat „Zaprawdę zacne w kosmosie walki – recenzja Gratuitous Space Battles

  1. W gierkę grałem dawno temu, jakieś kilka dni/tygodni po premierze u znajomego przez jakieś 2h, więc jakimś weteranem nie jestem, a o dodatkach nie miałem nawet pojęcia. Przechodząc jednak do rzeczy – urzekł mnie sam pomysł na grę, choć jego wykonanie już nie do końca. Łatwo bowiem znaleźć technikę, która pozwoli na łatwe zwyciężanie większości lub może nawet i wszystkich bitew. Dość kiepski balans statków oraz uzbrojenia oraz głupia inteligencja przeciwnika nie zachęciła mnie do zakupu.

    Jeżeli ktoś ma dostęp do gierki – warto spróbować, bo przez pierwszą godzinkę lub dwie zabawa z układania statków jest naprawdę przednia. Do zakupu jednak nie namawiam – strata pieniędzy ;).

    • Stratą pieniędzy bym tej gry nie nazwał, choć, faktycznie polecałbym poczekać na sezonową obniżkę na Steamie i zakupić Complete Pack jeśli trafi się taniej, bowiem kupowanie podstawki i DLCków osobno wychodzi dość drogo. Ba, nawet w tym momencie Complete Pack jest tańszy od podstawki.

Dodaj komentarz