Wciągnięci w to razem – wrażenia z The Avengers

Internet szaleje. Na Facebooku ludzie się “assemblują”. 9gag zasypywany jest najróżniejszymi obrazkami związanymi z bohaterami. Jedni się ekscytują na potęgę, doprowadzając drugich do szału. The Avengers podbijają swoją popularnością internet. Jednak czy faktycznie jest się czym zachwycać? Wczoraj wybrałem się wraz z Dai na seans by zobaczyć jak faktycznie jest.

Szybkie wyjaśnienie dla niewtajemniczonych, o ile jeszcze tacy są, o co właściwie chodzi. The Avengers to filmowa adaptacja komiksów Marvela o zespole superbohaterów stworzonym przez Nicka Fury’ego (Samuel L. Jackson), dyrektora S.H.I.E.L.D. (organizacji szpiegowsko-militarnej działającej na rzecz pokoju na świecie…a przynajmniej w USA). W skład Projektu Avengers, wchodzą

  • Iron Man (Robert Downey Jr.) – Tony Stark, “geniusz, miliarder, playboy, filantropista”, właściciel Stark Industries wyposażony w zaawansowany technologicznie pancerz własnej produkcji
  • Kapitan Ameryka (Chris Evans) – Steve Rogers, chodząca legenda, amerykański super-żołnierz, który walczył z Nazistami podczas II Wojny Światowej, wyciągnięty z 70-letniej hibernacji
  • Thor (Chris Hemsworth) – dziedzic tronu Asgardu, bóg piorunów, syn Odyna, operator Mjölnira
  • Hulk (Mark Ruffalo) – Dr Bruce Banner, naukowiec, który w wyniku promieniowania gamma zmienił się w potężnego, zielonego potwora o agresywnym usposobieniu
  • Black Widow (Scarlett Johansson) – Natasha Romanoff, agentka S.H.I.E.L.D, wysoce wykwalifikowany szpieg i zabójczyni
  • Hawkeye (Jeremy Renner) – Clint Barton, również agent S.H.I.E.L.D., uzbrojony w nowoczesny łuk i specjalne strzały, strzelec wyborowy

Zespół ten musi stanąć do walki z bratem Thora, Lokim (Tom Hiddleston), który chce…czego właściwie chce to dowiecie się na samym filmie. Ok, skoro mamy nakreślone “co i jak”, pozwolę sobie przejść do moich wrażeń z filmu.

Na dobry początek przyznam się, że obawiałem się tego filmu. Jest to szósta produkcja Marvel Studios, które, zachęcone sukcesem filmu Iron Man, postanowiło nie dość, że zrobić film o Avengers to jeszcze natrzaskać innych produkcji o indywidualnych postaciach. Pierwszy Iron Man mnie zachwycił – była akcja, był humor, była charyzma Roberta Downey’a Jr.’a, którego wcześniej kojarzyłem wyłącznie z komedyjkami romantycznymi z lat 80-tych oraz ekscesami alkoholowo-narkotykowo-agresjo-policja-wie-jeszcze-jakimi. Z kina wyszedłem naprawdę pod wrażeniem. Thor, Kapitan Ameryka, czy nawet Iron Man 2 już niestety tego wyczynu nie powtórzyły. Były to filmy mniej lub bardziej dobre, ale dało się obejrzeć bez uczucia zmarnowanego czasu.

Natomiast po The Avengers spodziewałem się zupełnie niespójnej sieczki, gdzie efekt goni efekt, bez żadnego logicznego wytłumaczenia. Efekty oczywiście są, ale do tego nas kino przyzwyczaiło w ostatnich latach, więc ciężko tutaj coś więcej powiedzieć… no może oprócz tego, że 3d było tak powalające, że, aż się cieszę, że mnie skasowali za nie więcej niż za normalny bilet. Tak, proszę was, róbcie więcej filmów “3d”. Wcale nie mówię tego złośliwie. Ścieżka dźwiękowa jest w sumie poprawna, nie wpada tak w ucho jak np. motywy muzyczne z Iron Mana, ale źle nie jest.

Początek filmu nieco się dłużył, trochę zajęło niż cała sprawa się rozkręciła. Może przez to miałem wrażenie, że film był nieco, hmm, upakowany, skompresowany – żeby jak najszybciej, w jak najkrótszym czasie zrealizować co się da. Też fakt, że mamy 6 bohaterów na ekranie sprawił, że ktoś musiał zostać potraktowany po macoszemu w stosunku do reszty. Niestety wypadło na Hawkeye’a i Czarną Wdowę, tak jak się spodziewałem już przy pierwszych trailerach – mają swoje sceny, swój wątek i mimo tego, że zostali potraktowani lepiej niż się obawiałem, to chwilami gubią się w swoim towarzystwie. Thor też sprawiał chwilami wrażenie nieco oderwanego od reszty zespołu mimo dość sporej roli w całym filmie. Ciężko coś konkretnego powiedzieć na temat Nicka Fury’ego. Niby jest na plakatach, niby ma większą rolę, niby jest wszystko ok, ale w gruncie rzeczy jest to cały czas postać mająca pchać zespół do przodu i w sumie nic ponadto.

Natomiast trio Bruce Banner – Tony Stark – Steve Rogers wypadło bardzo pozytywnie w moim odczuciu. Robert Downey Jr. jest moim faworytem od czasu Iron Mana, nie wyobrażam sobie kogoś, kto mógłby lepiej przedstawić Starka, jego nawyki i charakter. W Avengers może i musi dzielić czas ekranowy z innymi, ale i tak udało mu się przebić. Chris Evans mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Bałem się, że Kapitan będzie męczącą i nachalną postacią, jednak scenarzyści i Evans sprawili, że mimo swojej harcerzykowatości jest to postać sympatyczna i skromna. Nie widziałem ani filmu Anga Lee, ani Hulka z Nortonem, jednak Mark Ruffalo jako Bruce Banner to kolejna perełka. Banner jest genialnym, jednak nieprzystosowanym społecznie i podejrzliwym naukowcem, który na każdym kroku pilnuje się, aby jego druga natura nie przejęła steru – Ruffalo odegrał swoją rolę bardzo wiarygodnie. Podoba mi się sposób w jaki powiązano te postacie, Starka z Bannerem – jedyni “jajogłowi” w zespole, którzy szybko znajdują wspólny język oraz Starka z Rogersem – dwóch mężczyzn o diametralnie innym podejściu do bycia superbohaterem. Napięcie gwarantowane, tak jak mogliśmy doświadczyć tego w komiksach.

Tak silny zespół potrzebuje silnego wroga, dlatego cieszę się, że wybrano Lokiego jako głównego adwersarza, zwłaszcza że Tom Hiddleston pociągnął swoją kreację z Thora dalej, zyskując na szarmancji, szaleństwie i bezwzględności.

Podsumowując: wbrew wcześniejszym obawom, na szczęście, się pomyliłem. The Avengers nie zerwało mi może kapci tak jak Iron Man czy Sherlock Holmes: Gra Cieni jednak bardzo dobrze się bawiłem. Jest akcja, jest fabuła, są gagi, które rozbawiały całą salę. Nie jest to kino wysokich lotów, ale też nie powinniśmy na takim filmie przeżywać jakiegoś katharsis. Jak ktoś chce się wyluzować i dobrze bawić to polecam The Avengers.

7 myśli na temat „Wciągnięci w to razem – wrażenia z The Avengers

  1. Ja chciałabym dodać swój małostkowy, prozaiczny i prostacki komentarz, o czym nie wspomniałeś w wpisie to, że z Thora, Lokiego i Starka straszne są sexi bishe!:3

  2. To jest tak, że pierwszy Hulk, który przedstawia historie od początku, jest „Hulk” z 2003 r, gdzie postać Hulka gra Eric Bana. Potem był drugi Hulk („Incredible Hulk”), z Nortonem w roli zielonego. Oglądając drugą część, jesteś w stanie wszystko wywnioskować, choć akcja toczy się oczywiście już po tym wypadku itd. Historia wypadku jest w tym filmie z 2003, ale! do Avengersów ( w sensie sceny na końcu, którą mają wszystkie filmy związane z bohaterami Avengersów) jest „Incredble Hulk”. Myśmy oglądali „Incredible Hulk” tylko, szału nie ma, futra z psa nie obrywa, typowy amerykańsko-komiksowy film akcji bez takiego poczucia humoru jak jest np. w „Iron menie”. Na pewno można obejrzeć jak ktoś lubi Nortona i chce poznać historię wszystkich Avengersów. Ale tak sama z siebie, ja bym się za ten film nie wzięła 😛
    Za to film o Kapitanie Ameryce jest zabawny 😛

Dodaj komentarz