Hyc kulka o obrazek, ceramika bęc – recenzja Ceramic Destroyer

Mam dziurawe łapska, słowo daję. Gdy w naszym mieszkaniu słychać odgłos tłuczonego szkła to można śmiało założyć, że to moja wybitna koordynacja wzrokowo-ruchowa przyczyniła się do destrukcji kolejnego naczynia. Pewnego pięknego dnia Dai stwierdzi, że inwestycja w zmywarkę uchroni nas nie tyle przed wysokim zużyciem wody, co przed koniecznością regularnego uzupełniania zastawy. Choć są to szkody nieumyślne, to czasem mnie zastanawia w jakim stopniu terapeutyczne działanie na niektórych ludzi ma roztrzaskiwanie np. talerzy o podłogę.

Ceramic Destroyer, autorstwa RUNNERGAMES, to gra, która pozwala nam, przynajmniej w pewnym stopniu, połączyć terminy “ceramika” i “niszczenie” bez wywoływania szkód materialnych. Koncepcja gry jest prosta – każdy poziom to ceramiczny obrazek, który musimy zniszczyć co najmniej w 90% przy użyciu pocisków wypuszczanych z procy zamontowanej na samym dole ekranu. Za realizację tego celu otrzymujemy gwiazdki, których ilość zależy od stopnia przekroczenia minimalnego progu – poniżej 95% otrzymujemy 1 gwiazdkę, za 95%-99% otrzymujemy 2 gwiazdki, a za zniszczenie całego obrazka 3. Warto nadmienić, że warto się przyłożyć do osiągnięcia możliwego maksimum, gdyż ilość zdobytych ogólnie gwiazdek wpływa na odblokowanie kolejnych etapów.

W naszych destrukcyjnych tendencjach pomagają nam różne typy pocisków. W pierwszym układzie jesteśmy zaznajomieni z podstawowymi pociskami wybuchającymi, które potrafią przyczepić się do kawałka ceramiki. Kolejne poziomy przedstawiają nam m.in. pociski przechodzące przez ceramikę, na których tor lotu możemy wpływać przesunięciami palca po ekranie dotykowym lub pociski rozkładające małe miny, które postawione odpowiednio blisko siebie i wysadzone wywołują łańcuch eksplozji. Zestaw startowych pocisków zależy od poziomu. W trakcie pokonywania układu może pojawiać się amunicja, oznaczona symbolem, obok którego musimy doprowadzić do wybuchu by przydzielono nam określoną ilość dodatkowych pocisków. Kształty obrazków są najróżniejsze, przez co często będziemy zmuszeni żonglować dostępnymi pociskami oraz planować starannie nasze ruchy (i strzały) tak żeby zmaksymalizować naszą siłę zniszczenia.

Ceramic Destroyer jest grą estetyczną. Wszystkie elementy graficzne wykonane są schludnie – nie wyróżniają się niczym szczególnym poza tym, że są przyjemne dla oka i nie utrudniają w żaden sposób rozgrywki. Gra posiada wyłącznie jeden motyw muzyczny, który nie drażni już od samego początku, jednak przy dłuższej rozgrywce może się znudzić. Na szczęście możemy go wyłączyć. Na telefonie Sony Ericsson Xperia Neo V z Androidem 2.3.4 całość chodzi gładziutko, bez ani jednego zakrztuszenia. Jedyne zastrzeżenie jakie mogę mieć od strony technicznej to błąd podczas jednego z układów, kiedy pocisk wypadał z brzegu ekranu zamiast z procy umiejscowionej na samym środku. Jest to jednak usterka jednorazowa, która już więcej się nie powtórzyła po restarcie poziomu.

Cóż mogę w sumie więcej napisać o tej grze poza tym, że mnie ostro wciągnęła i często grywam w nią w wolnych chwilach. O ile początek jest bardzo prosty to niektóre z późniejszych poziomów wymagają lepszego pomysłu niż strzelanie na prawo i lewo wszystkim co mamy. Zwłaszcza, że zdobycie odpowiedniej ilości gwiazdek wymaga od nas większej precyzji. Ceramic Destroyer to kawał nieskomplikowanej, dobrej, darmowej rozrywki, który polecam bez dwóch zdań.

2 myśli na temat „Hyc kulka o obrazek, ceramika bęc – recenzja Ceramic Destroyer

  1. Zmywarka by uratowała mój kubeczek śliczny… Prawdę pisze gra w to jak maniak, wciągające 😛 Polecam dać ukochanemu telefon i grę i jest spokój 🙂

  2. U mnie to wygląda tak, że czym ładniejszy kubeczek, tym większa szansa na to, że moja równie zdolna mama go rozbije 😛 Może jej podsunę tą grę, wyżyje się i nie będzie naczyń tłuc? 🙂

Dodaj komentarz