Lepsze Diabolo w garści czy światło pochodni na dachu?

Diablo III wyszło jakiś czas temu, jakby ktoś nie wiedział. Po ponad 10 latach oczekiwania na kolejną część serii z Panem Grozy w tytule, ogromnym hype’ie jaki Blizzard nakręcał w internecie, premiera przebiegła zgodnie z oczekiwaniami – sklepy przeżyły oblężenie, półki były opróżniane, a niektórzy, spragnieni wrażeń gracze w desperacji podpytywali znajomych, czy w ich okolicy są jeszcze jakieś kopie. Świat oszałał ponownie, tym razem na punkcie Diablo III.

Tymczasem po oddsphere’owej stronie Polski tego szału ni ma. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem hejterem, który ma dość diablo-hype’u lub nie znosi Blizzarda i ich produktów całym sercem. Grałem w poprzednie części Diablo i bardzo mi się podobały. Pierwsza część urywała bambosze jak na tamte czasy i jak tylko miałem możliwość zagrania w to u siebie to byłem przeszczęśliwy. Dwójka wciągnęła mnie jeszcze bardziej. Jednak Diablo III…widziałem filmiki na YT, widziałem screeny, widziałem beta gameplay i choć spodobało mi się na tyle, że chciałbym zagrać to nie jest to potrzeba z gatunku “omójbożemusiszmiećtojużteraz”. Wygląda to bardzo fajnie, ale można spokojnie poczekać. W sumie jedynie co mnie drażni to informacja, że nawet grając w singleplayer trzeba być online. W końcu serwer autentykacji musi potwierdzać cały czas, że grasz na tej samej legalnej kopii na której grałeś parę godzin temu, a nie na, brońcie bogowie, piracie! Uważam takie praktyki za absurdalne, ale niestety jest to znak czasów. Dopiero poważny spadek sprzedaży, straty finansowe mogłyby sprawić, że wydawcy poszliby po rozum do głowy i dali sobie spokój z takimi metodami “walki z piractwem”.

 Ale Diablo, jak Diablo. Kto zwrócił uwagę na obrazek na początku wpisu lub sam tytuł, wie już o czym zamierzam teraz napisać. Mianowicie o rodzącym się w dużo większej ciszy medialnej sequelu opisywanej przeze mnie na Cosy Little Hell gry, Torchlight II. Na początku do pierwszego Torchlighta w sumie podchodziłem jako do “fajnego Diablo remake’u”, jednak z czasem zaczął mnie wciągać coraz mocniej, a patrząc na zapowiedzi kolejnej części można się spodziewać czegoś jeszcze lepszego. Przyznam, że gdyby ktoś w tej chwili postawił mnie przed wyborem Torchlight II czy Diablo III to wybrałbym chyba opcję nr 1, nawet mimo moich wcześniejszych zastrzeżeń do wtórnej rozgrywki i WoWowej grafiki jej poprzednika. Dziwna sprawa, bo w sumie Diablo III wygląda na pierwszy rzut oka ładniej, poprzednie części mnie ostro wciągnęły. Może to nowe klasy, może kwestia otwartego świata, którego zabrakło w jedynce, może ciekawość jakie zmiany wprowadzono do systemu zwierzaków i drzewek umiejętności? Tak czy inaczej na tę chwilę Torchlight II ma mój osobisty hype. Zobaczymy czy ostateczny produkt będzie tego wart.

Interesuje mnie jak w tej kwestii przedstawiają się gusta czytelników OddSphere dlatego dodałem do menu ankietę na temat obu gier, która będzie otwarta do 30 maja.

7 myśli na temat „Lepsze Diabolo w garści czy światło pochodni na dachu?

  1. Trochę bym się kłóciła z tym brakiem szału na temat Diablo 3. Na wyprzedaży D3 tuz przed północą w Media, były tłumy, aż im brakło. Nie wspominając o internetowej gorączce – Twój związek się rozpadnie, bo nadchodzi Diablo 3! Mam nadzieję, tylko, że nie będzie jak z memami ze Skyrima -.-

  2. Eee Fafu, przez „oddsphere’ową stronę Polski” rozumiałem moją osobę xP Tak to ciężko nie zauważyć, że w Polsce jest zajawka równie ostra jak za granicą 😛 BTW, co masz do memów ze Skyrima? Strzała w kolanie po raz 1562 ci się nie podoba?

  3. Mój błąd w takim razie 😛 Tak, nie podoba mi się -.- Męczy mnie sikanie w pantsy, bo och Skyrim, ale zajebisty! Ogólnie męczy mnie zbytni entuzjazm, niczym królik na duracellu.

  4. Mnie jakoś nigdy nie wciągnęło Diablo. Fakt faktem, I i II potrafiły mnie zająć na baaaaardzo długi czas, ale nigdy na zasadzie „please, take my soul”. Grałem u kumpla w III i… dla mnie to po prostu dobry, może nawet bardzo dobry hack&slash. Nie jest to jednak gra, dla której zamierzam zainstalować się przed kompem i nabawić się syndromu „jeszcze jeden lvl”. Zupełnie inaczej było z pierwszą częścią Torchlighta. Łomem mnie trza było od niej odciągać ^^ Jedna z gier, przy której musiałem sobie budzik nastawiać, żeby nie spóźnić się na spotkanie ze znajomymi ^^’ Z tym większą niecierpliwością czekam, aż w swoje łapki dorwę drugą część 🙂

  5. @Garfilt No po tym jak zobaczyłem gameplay z bety Diablo III to też – wygląda fajnie, pewnie jest dobre, ale jakoś nie jest to musiszmieć. Natomiast w Torchlight II jest coś takiego, że mnie same filmiki z YT nakręciły, nie wiem czemu. Jedynka była zdradliwa, bo szybko przeskoczyłem z „o, całkiem fajny remake” na „jeszcze jeden lvl!”.

    @Fafu Do wcześniejszych części Elder Scrolls podchodziłem niechętnie, nie wciągnęły mnie mimo swoich zalet. Zajawka na Skyrima była męcząca (patrz dowcip o konserwie), ale dowcipy ze strzałą w kolanie czy inne memy z Fus Ro Dah mnie bawiły. Ostatecznie za namową Duo dałem grze szansę i…wsiąkłem ostro. W sumie to Skyrim dał mi nauczkę, że są zajawki na Facebooku i trzeba je jakoś znieść. Portal jest społecznościowy, a psioczenie i demonstracje jak bardzo hejtuję zajawkowiczów są jeszcze bardziej niedojrzałe niż udostępnianie po raz 40-sty tego samego opisu/tekstu co inni.

  6. „W końcu serwer autentykacji musi potwierdzać cały czas, że grasz na tej samej legalnej kopii na której grałeś parę godzin temu, a nie na, brońcie bogowie, piracie”
    Serwer autentykacji musi potwierdzać cały czas, że nie kopiujesz swoich przedmiotów, nie majstrujesz przy swojej postaci, nie wymyślasz hacków i tak dalej.
    A to, że w grze nie ma trybu single player (takiego jaki był w D1, czy D2), jest po prostu oszczędnością (po co robić dwa tryby gry, skoro może być jeden?), a nie zabezpieczeniem ;).
    Tak przynajmniej ja to widzę.

Dodaj komentarz