O Maxis where art thou?

Wczoraj na Facebooku pojawiła się open beta nowej gry. Jest to kolejna, po The Sims Social, społecznościowa wersja gry firmy Maxis, która tym razem sięgnęła jeszcze głębiej do korzeni serwując nam SimCity Social. Nie wypowiem się szerzej na temat jakości tego dzieła.  Jak tylko zobaczyłem, że w grze, która była reklamowana jako “innowacyjny projekt, zupełnie inny niż dotychczasowe FB gry”, aby postawić park dwoje moich znajomych musi zasilić kadrę budynku (Cityville anyone?)… no cóż, reakcja “Usuń aplikację” była błyskawiczna jak mało kiedy. Nie ma się co dziwić – jest to gra facebookowa pełną gębą, więc szkoda o niej się szerzej rozpisywać. Zaś co do samego Maxisa i ich gier…

Co to jest Maxis tak w ogóle? Otóż jest to taka pocieszna firma, która pod koniec lat 80-tych XX wieku znalazła sobie miejsce na rynku parając się produkcją najróżniejszych symulatorów, często ze słówkiem “Sim” w tytule. Pomysłowość pracowników tej firmy była naprawdę godna podziwu, bowiem oprócz tytułów dość szeregowych jak symulator farmy SimFarm czy parku SimPark Maxis wypuściło również takie tytuły jak SimAnt – symulator mrowiska. Produkcje te cieszyły się różnym stopniem zainteresowania, jednak prawdziwym hitem firmy, który doczekał się wielu sequeli, był właśnie SimCity. Osobiście niestety z pierwszą częścią miałem niewielką styczność i dopiero sequel – SimCity 2000 wciągnął mnie na amen.

W 1999 wyszło SimCity 3000, w które niestety nigdy nie grałem, a w 2000 roku Maxis wypuściło The Sims i wtedy wszystko poszło w… no nie do końca. Jeśli ktoś nie wie co to, pomijając, porównania pewnych graczy do nowotworu świata gier, The Sims jest symulatorem codziennego życia – tworzymy sobie postaci, Simów, stawiamy im dom, meblujemy. Tak przygotowani kierujemy naszą cyfrową rodziną we wzlotach i upadkach codzienności. The Sims było sporym eksperymentem dla Maxis, gdyż postanowili wypuścić grę, która na pierwszy rzut oka nie zyskałaby popularności. Jednak okazało się, że The Sims stało się ogromnym sukcesem, zyskując miano bestsellera wszechczasów. Zyski jakie gra przyniosła EA, aktualnemu właścicielowi Maxis, umotywowały decyzje wydania ogromnych ilości dodatków i kolejnych dwóch części z Simami w roli głównej. Z ręką na sercu przyznaję – w Simsy grałem, wciągnęły mnie na zaskakująco długo, jednak tytuł ulubionej gry firmy Maxis nadałem innej pozycji.

Simsy zdominowały markę Maxis, na tyle, że jakoś nie zauważyłem szczególnego szumu wokół premiery SimCity 4 w 2003 roku. Ba, gdyby nie znajomy, który grał i stwierdził, że gra mu się nie podoba to wiele wody w rzece by upłynęło nim bym się dowiedział o tej produkcji. Jakiś czas, jeden upgrade komputera i obniżkę ceny gry później, zakupiłem SimCity 4 na własność. Jako weteran SimCity 2000 zasiadłem do gry, pewny siebie, że raz dwa będzie metropolia jak się patrzy. Po 20 minutach gry byłem bankrutem. Myślałem sobie “Być nie może!” i powtórzyłem cały proces, oczywiście z identycznym skutkiem. Dopiero wtedy zacząłem ostrożnie podchodzić do planowania miasta, zakupu budynków i regulacji wydatków. Nie było to proste, często balansowałem między skromnym zyskiem i stratami, jednak dość szybko zauważyłem jaką frajdę sprawiały mi trudności napotykane podczas budowania miasta oraz jaką dumą napawały mnie pierwsze wielorodzinne wieżowce, zakłady technologiczne czy biurowce pojawiające się w moim rozwijającym się mieście.

Niedawno czytałem, że SimCity 4, mimo dobrego przyjęcia, było krytykowane między innymi za stopień trudności. Obecnie nie jestem w stanie się zgodzić z taką opinią. Wiele czasu spędziłem analizując najróżniejsze wykresy podczas planowania rozbudowy kolejnej dzielnicy. Gra wymaga zaznajomienia się z takimi procesami jak dezurbanizacja czy gentryfikacja i na samym początku nie rozpieszcza niedoświadczonego gracza. Jednak czy tak właśnie nie powinno być? Zarządzanie miastem nie jest łatwe, lekkie i przyjemne. Owszem mówimy o grze komputerowej, która nie jest przemyślana jako symulator w 100% odwzorowujący faktyczny proces rozwoju miasta, lecz powinniśmy skorzystać z tego, że gra bawiąc uczy, ucząc bawi. Po przygotowaniu tego wpisu rozmawiałem z Dai na temat etapów rozwoju miasta i zjawisk jakimi się charakteryzują. Przyznam, że szybko nabyłem nowej sympatii do SimCity 4, gdyż łatwo zdołałem odnieść wszystkie teorie z tej dziedziny makrosocjologii do sytuacji napotykanych grze.

Niestety, po czwartej części nastały ciężkie czasy dla serii SimCity. Jej następca, SimCity Societies nie osiągnął już tak dobrych ocen. Krytycy zarzucali grze, że jest zbyt uproszczona w stosunku do poprzedniczki, a poziom trudności jest zbyt niski. Jak jest faktycznie – nie wypowiadam się, bowiem nie grałem. Na nieszczęście Maxis schowało tę serię do lamusa na rzecz kolejnych części The Sims oraz Spore, które miało wyrywać kapcie razem z nogami. Wbrew nadziejom Willa Wrighta, współzałożyciela Maxis, zarówno obuwie jak i kończyny pozostały na swoim miejscu. Seria SimCity drzemała sobie cicho, aż do tegorocznego E3, podczas którego Maxis ogłosiło najnowszą część, zatytułowaną najzwyczajniej w świecie SimCity. Oczywiście powinienem być szczęśliwy.

Nie jestem. Oszczędzę Wam kolejnego lamentu o tym, że gry są obecnie zbyt proste, jednak brutalnym faktem jest, że gry są robione, tak żeby złapać jak najszersze grono odbiorców. Co za tym idzie tytuł jest przystosowany zarówno dla Jana Każułala, który wraca z pracy, siada na chwilkę by “pyknąć” w coś na szybko przed kolacją oraz Jana Hardkora, pacjenta z “nadgarstkiem gracza’, dla którego hard to normal. Nie byłoby w tym absolutnie nic złego, gdyby nie to, że podczas przystosowywania gry dla Pana K. poziom gry dla Pana H. stopniowo się spłyca. Wynikiem jest produkt dobry dla casual gamers, ale niesatysfakcjonujący w przypadku zaawansowanego gracza. Poza tym jest moda na rozwiązania społecznościowe, zrzeszające online jak największą ilość graczy, dlatego boję się, że w najnowszej grze dostaniemy więcej Social, a mniej Sim.

I na sam koniec – nie wierzę w dobrą formę Maxis. Mieli długi urlop od tworzenia symulatorów miasta, a The Sims 3 jednak nie jest wzorem do naśladowania w kwestii nowego SimCity. Mam szczerą nadzieję, że się uda, że dostaniemy prawdziwe, pełne SimCity 5, jednak mocno obawiam się, że Maxis zbłądziło z dawnej drogi i zaszło zbyt daleko, by na nią bezboleśnie wrócić. O tym czy się mylę przekonamy się gdzieś w 2013.

2 myśli na temat „O Maxis where art thou?

  1. Ferma mrówek mnie rozwaliła. Tak czy siak, wydaje mi się, że można by połączyć wersję wymagająca i łatwiejszą. Byłoby to większym kosztem, ale mogłoby ściszyć trochę głosy krytyki, ale cóż, nad tym się musi już sam Maxis główkować.

Dodaj komentarz