Nostalgiczna Odyseja z meblami i Chopinem

Ostatnio widziałem reklamę mebli Kler – nic ciekawego, meble jak meble, reklama jak wszystkie. Jednak tło muzyczne spotu przykuło moją uwagę natychmiastowo, gdyż była to kompozycja z którą wiążą się bardzo dobre wspomnienia. Nie jestem znawcą muzyki klasycznej, dlatego wcześniejsze poszukiwania utworu kończyły się fiaskiem, dlatego dziękuję firmie Kler za nakierowanie mnie na upgranioną kompozycję. Może kiedyś kupię od nich fotel czy coś.

Cóż szczególnego jest w tym utworze, oczywiście poza tym, że jest niesamowity sam w sobie? Otóż został on wykorzystany wiele lat temu w ścieżce dźwiękowej gry Odyssey: The Legend of Nemesis. Odyssey to stare cRPG na system MacOS, w którym sporo się dzieje. Prolog informuje nas, iż główny bohater wyruszył w długą podróż by zdobyć magiczny kostur o legendarnej mocy, który mógłby uratować rodzime ziemie bohatera przed wieloletnią suszą i głodem. Dowiadujemy się, iż bohater odniósł sukces, jednak gdy wracał z artefaktem, niespodziewany sztorm zniszczył jego okręt. Wyrzucony na brzegu wyspy Un, pozbawiony jakiegokolwiek dobytku, musi udaremnić spisek zagrażający mieszkańcom Archipelagu, odzyskać kostur i wrócić do domu.

Niestety wyspa Un to pierwsza i zarazem ostatnia wyspa z jaką dane mi było się zapoznać, gdyż w tamtych czasach posiadałem jedynie wersję demo gry. Jednak wrażenia z jakimi wiązała się ta wersja próbna były niesamowite. Można powiedzieć, że obok gier takich jak Realmz i Exile II: Crystal Souls, Odyssey było jednym z pierwszych cRPG w jakie grałem. Oczywiście przy pierwszych podejściach strasznie mnie te gry onieśmielały – ogromne ilości statystyk, zarządzanie drużyną, system dialogów który wymagał, bym wpisywał interesujące mnie tematy…był to pewien szok na początku. Może dlatego Odyssey dażę tak szczególnym sentymentem, gdyż gra wydawała się najmniej zagmatwana, a przy tym jej świat wydawał się najbardziej żywy. NPCe wraz ze zmierzchem wracali do domów, aktywność potworów się nasilała, aż do świtu. Każdy miał coś ciekawego do powiedzenia, a otwarty świat zachęcał do pakowania się w kłopoty…znaczy się, zwiedzania! Wszystko to opatrzone muzyką klasyczną, która rewelacyjnie pomagała w budowaniu klimatu gry.

Brak doświadczenia skłonił mnie do korzystania w Exile II i Realmz z kodów i edytorów – przez co nigdy nie miałem poczucia, że osiągnąłem coś szczególnego podczas moich wypraw. Pewnie, historia w Exile II była bardzo interesująca, jednak to właśnie w Odyssey byłem wciągnięty na amen i miałem uczucie satysfakcji, gdy np. samodzielnie opracowałem metodę włamywania się do domów NPCów by zdobyć ubrania, których potrzebowałem, aby dostać się do wrogiego miasta lub odkryłem sekretny pokój w podziemnym przejściu. Jak ktoś chce doświadczyć na własnej skórze starocia i ma dostęp do sprawnego Maca lub emulatora to polecam, gra jest obecnie freeware.

Odyssey zapewnił mi sporo frajdy w dzieciństwie. W sumie ta i dwie wyżej wymienione gry przygotowały mi grunt dla późniejszego zainteresowania klasycznymi, papierowymi RPG. Zapewne tak czy inaczej bym się zainteresował grami fabularnymi, ale lubię sobie zawsze wspomnieć pierwsze kroki właśnie podczas eksploracji wyspy Un. Odyssey wygląda może śmiesznie według dzisiejszych standardów, jednak każdy z nas ma takiego starocia, który nawet po wielu latach pozostaje w pamięci i jest otoczony na tyle staranną ochroną, że wystarczy najbardziej banalny bodziec by przeżyć podróż po wspomnieniach. Pozytywna nostalgia mnie dopadła i pozwolę sobie zakończyć wpis życzeniami, aby i Was taka “reklama mebli” przeniosła w czasie.

Dodaj komentarz