To boldly go where many players go everyday

Nie każdy lubi MMORPG. Ba, znam ludzi, którzy twierdzą, że ten gatunek to potwarz zarówno dla RPG, jak i dla gier wideo ogółem. Jednak mimo krytyki, jest to bardzo popularna forma rozrywki i choć boli mnie trochę brak rozbudowania na aspekcie role-playing to sam też lubię grać w tego typu gry. Nie każdy lubi Star Treka. Seriale i ich fani wielokrotnie zbierali cięgi, do tego stopnia, że deklarowanie sympatii do tych produkcji wiązało się kiedyś ze stygmatem społecznego wyrzutka. Jednak dla mnie Star Trek to istotna część dzieciństwa, gdy z wypiekami na twarzy śledziłem losy statku U.S.S. Enterprise (NCC-1701-D) pod dowództwem kapitana Jeana-Luca Picarda. Zatem jak przedstawia się połączenie tych dwóch gatunków w postaci gry Star Trek Online, autorstwa Cryptic Studios? Oto moje spostrzeżenia.

Ciężko nie zgadnąć jaka była moja reakcja na wieść, że uwielbiane przeze mnie uniwersum doczeka się gry online – nie mogłem się wprost doczekać. Oczywiście względy finansowe szybko ostudziły mój zapał i Star Trek Online niestety poszedł w odstawkę, aż do końcówki 2011 roku, kiedy to dowiedziałem się zupełnie przypadkiem, że gra przechodzi na model free to play. Ucieszyłem się niezmiernie i już 17 stycznia 2012 wskoczyłem do gry, która z okazji zmiany modelu opłat dorobiła się następującego trailera:

Wygląda to dramatycznie, czyż nie? Niestety to tylko zwiastun – tych sytuacji nie będzie Wam dane doświadczyć w grze. Dlatego…

BRACE FOR IMPACT

Po stworzeniu postaci, pierwsze co nas przywita w świecie STO to uderzenie w twarz. Nie, nie jest to pięść wściekłego Klingona, a ilość dostępnych opcji. Owszem, jest samouczek, ale przedstawia on tylko podstawowe aspekty gry. Jest pomoc do której się możemy zwrócić, żeby wyjaśniła nam dokładniej terminy i mechanizmy, jednak koniec końców – uczymy się samodzielnie, metodą prób i błędów lub korzystając z wiedzy doświadczonych oficerów-graczy. Niestety

Gra nas niestety nie oszczędza, gdyż z pewnym stopniem wiedzy przychodzi kolejne przerażające odkrycie. Wypełniając kolejne misje dla Gwiezdnej Floty lub Klingońskich Sił Obronnych (KDF) szybko odkryjemy, że zdobywanie kolejnych poziomów przychodzi bardzo łatwo. Nim się obejrzymy przeskoczymy z porucznika do rangi admirała w nowoczesnym okręcie, a dwie trzecie misji fabularnych wciąż leży w kącie, czekając, aż je ukończymy. Zdobywanie poziomów w STO jest proste, zbyt proste. Grę zacząłem 6 miesięcy temu, a obecnie posiadam 3 postaci – dwie na lvlu 50(max), a trzecią na 21. I to biorąc pod uwagę, iż miałem spory okres przerwy, a obecnie wpadam na parę minut, żeby tylko pozałatwiać przydziały dla oficerów, wydobycie dwulitu i realizację projektów floty. Ośmielę się stwierdzić, że dla kogoś kto zeżarł zęby na MMORPG zdobycie maksymalnego poziomu to kwestia paru dni, na pewno mniej niż tydzień. Niestety co za tym idzie entuzjazm leci na łeb i szyję, gdy po zdobyciu niezbędnej wiedzy okazuje się, że nie zostało za bardzo nic więcej do odkrycia. Owszem, co jakiś czas Cryptic dodaje nowe misje jednak jest ich zbyt mało by na dłuższy czas podsycić zainteresowanie. Mimo dwóch lat KDF dalej jest w powijakach. Gra po stronie Imperium dostępna jest dopiero, gdy nasza postać po stronie Floty będzie miała 25 poziom. Ilość misji fabularnych czy smaczków jest dużo mniejsza niż w przypadku Federacji i jak na razie nie zanosi się na to, żeby miało się to zmienić. Grać się da, jednak już swoistą tradycją stało się narzekanie graczy na traktowanie KDF po macoszemu. Ta gra to ciekawostka dla fanów Star Treka – i to jest w pewien sposób problem. Niestety fabuła gry traci sporo uroku, jeśli nie śledziliśmy seriali. Nie wychwycimy szczególnego kontekstu niektórych dialogów lub postaci (np. misje z Miral Paris), przez co STO staje się dla nas wyłącznie kolejnym, zwykłym MMORPG science-fiction.

Grafika nie powala. Owszem, STO ma aktualnie ponad dwa lata, jednak już w momencie premiery gra nie dorastała niektórym MMORPG do pięt w tej dziedzinie. Jest przyzwoicie, choć z tego co widziałem to jest pewna poprawa w porównaniu do pierwszej wersji. Gra jest aktualizowana często, niestety równie często graczy gnębią błędy. Już nie raz nie byłem w stanie ukończyć misji, gdyż wymagany NPC po prostu zniknął lub nie reagował na moją interakcję. Konieczny był restart misji od początku, co przy wieloetapowych zadaniach jest uciążliwe.

Przejście na model darmowy to przejście na cash shop i akcje dojenia pieniędzy z użytkowników. Nowe okręty to od paru miesięcy domena portfela i to grubo wypchanego – cena potężniejszych okrętów to około 20 dolarów. Aby zmrozić krew w żyłach każdego gracza STO wystarczy wypowiedzieć magiczne zaklęcie “Lockbox”. Czym są owe lockboxy? Są to pudełeczka, które wyskakują w dość dużych ilościach z wrogów, zawierające różne nagrody, np. specjalne pety, itemy, a nawet okręty. Niestety aby je otworzyć trzeba kupić zestaw kluczy z cash shopu. Jeśli już gracz się zdecyduje je nabyć, otworzyć taki lockbox i będzie miał szczęście zdobyć nowy okręt to zostanie o tym poinformowany na głównym ekranie gry…tak samo jak pozostali gracze, którzy dzielą z owym “szczęściarzem” serwer. Efektem jest lawina powiadomień, iż kolejny gracz X zdobył krążownik klasy Galor i inwentarz zaśmiecony bezużytecznymi pudełkami. Oczywiście szansa, iż z lockboxa wypadnie bubel jest dość wysoka. Pecunia non olet, takie uroki free to play.

Jednak mimo powyższych przywar…

THESE ARE THE VOYAGES OF THE STARSHIP…

Star Trek Online przedstawia wizje przyszłości świata Treka, wiele lat po zakończeniu Deep Space Nine i Voyagera. Twórcy grzecznie pomachali alternatywnej rzeczywistości z filmu J.J.Abramsa i podjęli wyzwanie zaprezentowania nam własnej wizji wydarzeń po katastrofie, która zniszczyła Romulusa…co moim zdaniem wyszło im bardzo dobrze. Są oczywiście rzeczy do których można się przyczepić, jednak STO jest wiarygodną kontynuacją seriali uzbrojoną w wiele odniesień, które fani na pewno wyłapią.

Mnogość opcji onieśmiela na początku, jednak z doświadczeniem zachęca też do eksperymentów. Nie raz wymieniałem wyposażenie i załogę mostka, testując w walce nowe rozwiązania. Taka konfigurowalność na dowolnym etapie urozmaica szczególnie rozgrywki PvP, które są najbardziej wymiernym testem jak sprawnie potrafimy dowodzić. Samo w sobie sterowanie okrętem jest dość ciekawe i wiele osób uważa, iż jest to największa zaleta gry. Skomplikowanie STO paradoksalnie często ratuje gracza przed stagnacją – misje potrafią być ciekawie skonstruowane z podziałem na wiele poziomów, mieszając zadania w przestrzeni kosmicznej z zadaniami na powierzchniach planet i stacji. Okazjonalnie trafi się cel ekskluzywny dla specjalizacji naszej postaci (inżynier, naukowiec, oficer taktyczny) lub decyzja do podjęcia. Do dyspozycji gracza jest nieobowiązkowy, ale bardzo pomocny system zarządzania załogantami, których możemy odsyłać na specjalne zadania (zapewniające nam dodatkowe doświadczenie lub przedmioty) lub przydzielać jako wsparcie w walce w przestrzeni lub “na lądzie” – swoimi szczególnymi umiejętnościami, będą wpływać na skuteczność zdolności oficerów na mostku. Okazjonalnie realizuję też misje dyplomatyczne, w których często trzeba najpierw solidnie się zastanowić i przeanalizować informacje przed podjęciem decyzji. Natomiast niedawno, bowiem dwa tygodnie temu rozwinięto system flot (gildii) poprzez dodanie własnych stacji kosmicznych, których rozbudowa jest dość czasochłonna, jednak daje poczucie inwestowania we “własny” kawałek przestrzeni kosmicznej…no i oczywiście dodatkowe bonusy do działania okrętu czy sprawności oficerów. Nie sposób nie wspomnieć o ogromnym atucie STO jakim jest Foundry – edytor pozwalający graczom tworzyć własne misje. Dzięki Foundry, wielu użytkowników kreatywnie rozwija swoje zainteresowanie grą, za co oczywiście mogą zostać wyróżnieni zarówno przez innych graczy, jak również przez Cryptic Studios, które regularnie organizuje tematyczne konkursy na misje.

Mimo wad grafiki, są momenty kiedy STO robi spore wrażenie. Przykładem tego są fleet action czy misje STF (Special Task Force), podczas, których grupa graczy stara się zrealizować cele, z którymi nie poradziliby sobie w pojedynkę. Często takie misje wiążą się z imponującymi bitwami, na które niestety nie pozwalał budżet seriali. Muzyka skomponowana przez Kevina Manthei jest rewelacyjna. Nie jest to materiał toczka w toczkę serialowy, jednak świetnie buduje klimat i jest odpowiednio dynamiczna, jak przystało na MMORPG. Manthei postawił na wykorzystanie znajomych motywów w swoich kompozycjach, co było zdecydowanie dobrym ruchem. Gdy po raz pierwszy opuściłem Układ Słoneczny i usłyszałem ten motyw…w tej chwili poczułem naprawdę Star Trek w Online. Wystarczyło około 20 sekundowy utwór, żeby rozwiać moje wątpliwości i sprawić bym poczuł się jak dowódca okrętu Gwiezdnej Floty. Wydaje mi się, że właśnie to uczucie twórcy starali się zaszczepić w graczach, niezależnie od tego czy są fanami Treka czy nie – “Jesteś dowódcą, odpowiedzialnym za swoją załogę, który wraz z innymi oficerami stoi na straży pokoju w galaktyce.” (tudzież dba o ekspansję Imperium, jeśli mówimy o KDF). Wchodząc do gry ustalamy przydziały naszym oficerom, śledzimy postęp prac nad dotychczasowymi zadaniami by chwilę później wraz z innymi graczami ruszyć na ratunek atakowanej stacji kosmicznej. Odnośnie innych kapitanów to nie jestem w stanie ręczyć za wrażenia znajomych, jednak moje dotychczasowe kontakty ze społecznością graczy STO były nad wyraz pozytywne. Spotkałem się z kulturalnymi wypowiedziami i sympatycznymi ludźmi, mimo obaw pewnych osób, iż przejście na model darmowy zaowocuje hordą troglodytów na serwerach.

Narzekałem wcześniej na cash shop i podejście do zarobku jakie przyjęło Cryptic Studios wraz ze zmianą wydawcy na Perfect World Entertainment. Jednak patrząc na to ile się zmieniło odkąd STO stało się grą “darmową” to był to strzał w dziesiątkę. W ciągu tego roku twórcy STO pokazali, że choć mają jeszcze wiele pracy przed sobą, to faktycznie posiadają potencjał by znacząco ulepszyć swój produkt. Tempo wydawania kolejnych dodatków jest obecnie niesamowite i na dalszą część roku zapowiedziane jest rozszerzenie fabuły o nowe wątki.

Star Trek Online nie jest grą rewelacyjną i można śmiało powiedzieć, że jeśli ktoś nie interesuje się uniwersum Star Treka to jego doświadczenie będzie dużo uboższe. Jeśli ktoś szuka klasycznego MMORPG to pewnie będzie zawiedziony. Gra jest pełna błędów i mimo dwuletniej drogi Cryptic Studios musi poświęcić jeszcze sporo czasu na doszlifowanie zawartości. Jednak widać solidne postępy od czasu premiery i jestem skłonny stwierdzić, że dalej będzie tylko lepiej. Star Trek Online jest dla mnie szczególnym MMORPG, gdyż nie czuję w nim owczego pędu za poziomem czy lepszym sprzętem. Gram, bowiem czuję, że zostało jeszcze wiele rzeczy, których nie odkryłem, nie zbudowałem, niedostatecznie się wczułem w ten świat, Do dalszej gry motywuje mnie właśnie motto U.S.S. Enterprise “to explore strange new worlds, to seek out new life and new civilizations, to boldly go where no man has gone before.”. I jest to bardzo odświeżające.

PS. Jeśli ktoś byłby zainteresowany grą, pomocą czy radą odnośnie rozgrywki od mej skromnej osoby to najlepiej skontaktować się ze mną przez formularz kontaktowy albo szukać floty Yog-Sothoth Platoon w STO.

3 myśli na temat „To boldly go where many players go everyday

  1. Gdyby ten wpis miał mnie zachęcić albo odchęcić, ciężko byłoby mi podjąć decyzję. Czuję niedosyt, bo np. zupełnie nie mam pojęcia co się robi w tym mmo. Wspominasz tylko o pvp, co wydaje mi się, że to pew pewpowanie do innych statków graczy, a tak poza tym co? Nigdy fanką ST nie byłam i nie będę, aczkolwiek obiecałeś mi screena z trible i co?I lipa z królikiem!
    Poza tym też nie wspomniałeś, aczkolwiek nie ma się też czym chwalić, że STO (kiedy było pod Perpetual Entertainment, czyli pierwszy wydawca) niestety zaliczyło faila marketingowego, nie wspominając o braku jakiegokolwiek balansu w samej grze, jak i bardziej interesującego kontentu. Współczuję tym osobom, które miały dożywotnią subskrypcję. W każdym razie było to dobrym przykładem jak mmo nie należy robić, ale!! Bardzo dobrze, dla gry, że wzięło się za to Perfect world entertainment, które ma na swoim koncie parę dobrych mmo, wyniosło STO z bagna gier zapomnianych i kiepskich. Czeka ich dużo pracy, dlatego wydaje mi się, że gracze, którzy lubią tę grę i chcą w nią grać, powinni uzbroić się w cierpliwość i dać deweloperom trochę czasu. Bugi oraz nowe rzeczy same się nie robią i niestety nie zostaną zrobione przez pstryknięcie palcami, trzeba czasu i mnóstwa pracy, pamiętajmy o tym.

  2. Na początku planowałem dokładniej opisywać rozgrywkę, jednak ostatecznie stwierdziłem, że wyjdzie mi strasznie długi tekst. Obecnie STO ma na tyle dużo różnych elementów, że włażenie w szczegóły „na raz” źle by się skończyło. Dlatego ten tekst jest zapewne pierwszym z serii o STO, bo na pewno trafi się tam coś wartego opisania ;]

    STO miało sporo szczęścia, że w ogóle wyszło, po bankructwie pierwszego developera nie wyglądało to różowo. Faktycznie pierwsza wersja była straszna, sama dobrze pamiętasz relację naszego wspólnego znajomego, który podczas bety w 10 dni osiągnął maksymalny poziom. Warto dodać ze darmowy trial trwał 14 dni ;] Jednak teraz dopiero, wraz z PWE, zaczęły się bardzo pozytywne zmiany i to, co najważniejsze, w szybkim tempie. Oczywiście, można pluć na lockboxy itd. ale lepsze lockboxy na ekranie, niż zamknięcie gry.

    A tribble, może nie screen, ale zawsze coś:
    http://www.youtube.com/watch?v=_YKr9gE5GT4

    trololo 😛

Dodaj komentarz