Gotham City Year Long Blues

Bycie gliniarzem w Gotham jest dość proste. Problemów za bardzo nie ma. Mafia wypłaca dodatki za patrzenie w jedyną, słuszną, przeciwną stronę.  Zawsze jeszcze okazjonalnie można wyżyć frustracje na dzieciaku, który krzywo się popatrzył albo dopuścił się wysoce karygodnego czynu, jakim jest stanie na ulicy z kumplami. Natomiast bycie nieskorumpowanym gliniarzem z zasadami to już zupełnie inna para kaloszy. W ten sposób wskakujemy w film animowany Batman: Year One.

Batman: Year One to adaptacja komiksu Franka Millera (scenariusz) i Davida Mazzucchelliego (ilustracje) z 1987 roku o tym samym tytule. Komiks, jak sama nazwa wskazuje, opowiada o początku kariery Batmana – powrocie z 12-letniego treningu i pierwszych próbach oczyszczenia Gotham z elementu przestępczego. Równolegle swoje pierwsze kroki w mieście stawia porucznik James Gordon, policjant, który szybko przekonuje się, że korupcja w strukturach władz Gotham jest tak naturalna jak oddychanie. Obydwaj panowie muszą się zmierzyć z nie lada wyzwaniem chcąc zachować swoje zasady i jednocześnie uzdrowić przeżarte zepsuciem miasto. Komiks okazał się hitem i aktualnie wydarzenia ukazane w Year One, niezależnie od licznych retconów, są uznawane za kanoniczne. Batman Początek jest inspirowany właśnie Batman: Year One, ale faktycznie wiernej adaptacji komiks doczekał się w 2011 roku.

Co tu dużo mówić, kiedy pisałem, że Batman: Year One jest wierną adaptacją wersji papierowej to miałem na myśli wierną przez bardzo duże W. Wszystkie wydarzenia z komiksu zostały przeniesione toczka w toczkę na animację, która swoją drogą jest bardzo świeża i miła dla oka. W Year One Miller największy nacisk kładł na narrację prowadzoną, na zmianę, z perspektywy Gordona lub Bruce’a Wayne’a i twórcy filmu poszli tą samą drogą. Jest to rozwiązanie nieco karkołomne, istnieje ryzyko, że dostaniemy słuchowisko z obrazkami zamiast filmu animowanego. Na szczęście produkt końcowy ogląda się bardzo gładko, ciesząc zarówno oczy jak i uszy, bowiem aktorzy oraz dźwiękowcy spełnili swoje zadanie na piątkę.

Opakowanie jest bez zarzutu, zatem przejdźmy do wnętrza, które moim zdaniem jest kluczową siłą tej produkcji. Zacznijmy od tego, że w Batman: Year One czołowe miejsce zajmuje narracja. Mamy akcję, mamy dialogi, jednak wszystko to wydaje się być jedynie dodatkiem do rozmyślań głównych bohaterów. Bruce Wayne chce stanąć do walki z przestępcami. Jak sam twierdzi ma prawie wszystko – ma umiejętności, ma pieniądze, ma sprzęt, jednak brakuje mu czegoś istotnego. Dopiero po wysoce nieudanym zwiadzie, który prawie kończy się jego zgonem, Wayne, zainspirowany nietoperzem, który dostał się do jego willi przez okno, tworzy symbol mający napawać przestępców strachem. Oczywiście jedna jaskółka wiosny nie czyni, dlatego jego pierwsze akcje w roli Batmana noszą jeszcze znamiona braku doświadczenia i niepotrzebnej brawury. Wayne zdaje sobie sprawę też, że sam nie da sobie rady – wyjęty spod prawa bohater nie wystarczy by pozbyć się szumowin cieszących się wsparciem legalnych władz miasta, dlatego szuka pomocy wśród ostatnich sprawiedliwych, którzy zgodnie z prawem pomogliby mu oczyścić miasto.

Taką osobą jest między innymi James Gordon, dla którego przeniesienie z Chicago do Gotham wydaje się karą za grzechy. Ma żonę w ciąży i od razu wie, że nie jest to przyjazne środowisko do wychowywania dzieci. Już pierwsze kontakty z jego nowym partnerem, detektywem Flassem dają świetny pogląd na stan policji. Wydawałoby się, że najbezpieczniej byłoby się ugiąć, iść za stadem, brać w łapę i się nie odzywać, jednak Gordon jest ulepiony z innej gliny. Postawa nieskorumpowanego i sprawiedliwego policjanta przysparza mu niechęci przełożonych, kolegów z pracy i opłacającej ich mafii, równie szybko jak popularności wśród zwykłych obywateli i mediów. Niektórzy osobnicy biorą w swoje ręce próbę ustawienia Gordona w szeregu, jednak z miernym skutkiem. Oczywiście metody działania Batmana stawiają go w konflikcie ze stróżami prawa i to Gordon dostaje zadanie złapania go. Policjant ma wątpliwości kogo tak właściwie powinien starać się wsadzić za kratki, jednak rozkaz to rozkaz. Minie trochę czasu nim między Mrocznym Rycerzem, a przyszłym Komisarzem Policji Gotham powstanie prawdziwa przyjaźń i współpraca, której mogliśmy w innych produkcjach doświadczyć, jednak Batman: Year One pokazuje jak powstawały fundamenty tej relacji. Batman: Year One ukazuje również jaki Batman miał wpływ na przemianę Seliny Kyle w Catwoman oraz jak wyglądały początki współpracy obydwóch panów z Harveyem Dentem.

Film obejrzałem z przypadku, bo akurat miałem okazję. Z komiksem zapoznałem się dopiero po tym fakcie, jednak uważam, że jest świetną ekranizacją tego dzieła. Wydarzenia z perspektywy Gordona są szczególną perełką. Batman ukrywa swoją tożsamość i ma środki, aby wyjść cało z opresji i wrócić do cywilnego “przebrania” w postaci Bruce’a Wayne’a. Gordon to zwykły policjant z brzemienną żoną, który jest jednym z niewielu uczciwych stróżów prawa w tym mieście. Oczywiście dość szybko pojawiają się szykany, próby zastraszenia oraz szantażu. Jedyne co chroni jego rodzinę to jego doświadczenie, zdecydowanie i przekonanie, że postępuje słusznie. Co na mnie zrobiło wrażenie to właśnie determinacja z jaką Gordon walczy o swoje przekonania i bezpieczeństwo najbliższych. Nie daje się groźbom. Nie działa pochopnie, ale popiera swoje działania wcześniejszą analizą przeciwnika. James Gordon zawsze był ukazywany jako uczciwy policjant, ale mało kiedy możemy ujrzeć go od tak przebiegłej strony. Bardzo mi się to spodobało. Druga rzecz to ten sam motyw, który ujął mnie w Batmanach Nolana – pokazanie ludzkiej śmiertelności i omylności Batmana. Podczas wydarzeń Year One Batman popełnia błędy, które kończą się ranami i nierzadko stanowią zagrożenie dla życia nie tylko Mrocznego Rycerza, ale również niewinnych ludzi, których przysiągł chronić. Year One daje nam do zrozumienia, że Batman nie przeszedł magicznie od pomysłu do sukcesu.

Czy komiks czy film, Batman: Year One to historia, której żaden fan Batmana nie powinien przegapić, gdyż pokazuje bohaterów z bardzo interesującej strony. Jest ponuro, jest akcja, ale przede wszystkim jest pasjonująca wędrówka po początkach Batmana i Jamesa Gordona nim stali się obrońcami miasta Gotham. Bez dwóch zdań polecam Wam doświadczyć tej wędrówki razem z nimi.

Dodaj komentarz