Batman niczym KopiczyńskiTomorrow’s Batman

Kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem hej. Bardzo chciałem, ach jak chciałem superbohaterem być. Ciężko się dziwić, skoro sporą rolę moim dzieciństwie (i nie tylko moim) odegrały komiksy DC/Marvel wydawane w naszym pięknym kraju przez, dawno zamkniętą, firmę TM-Semic. Tak jest, wiele dzieciaków w tamtych latach chciało mieć dziwne pseudonimy, kolorowe kostiumy i, przede wszystkim, nadludzkie moce czy gadżety w stylu Batmana. A skoro już o Batmanie i wczesnych latach 90-tych piszę to nie sposób nie wspomnieć o kultowym serialu z tamtych czasów – Batman: The Animated Series.

When I was a young lad I really wanted to be a superhero, which is hardly surprising knowing how big of a role DC & Marvel comics had in my childhood. That’s right, back then many kids wanted to have weird nicknames, flashy costumes and, most importantly, superpowers or hi-tech Batman gadgets. And speaking of Batman and the early nineties how could I forget a tv series that later developed a certain cult following, namely Batman: The Animated Series.

Wow. Nawet dzisiaj ta czołówka robi wrażenie, a mówimy o serialu animowanym dla dzieciaków z 1992 roku. Taki właśnie był Batman:TAS – rewelacyjna animacja, świetna muzyka i klimat tak gęsty, że można go było ciąć nożem. Jednak to nie jedyne powody dla których ten serial często jest określany mianem najlepszego serialu animowanego o Batmanie. Jak na serial dla młodszego widza Batman: TAS miał bardzo poważną fabułę, która idealnie współgrała z noir-ową stylistyką serialu. Wiele odcinków czerpało bezpośrednio z komiksów, oczywiście po przygładzeniu przemocy sprawiając, że serial w niczym nie przypominał innych produkcji z tamtych lat. Konkurencja była bohaterska, kolorowa i strasznie krzykliwa, a twórcy Batman: TAS uznali, że nie chcą po raz kolejny serwować nam tego samego. Owszem, Batman jest bohaterski, ale na swój “czarujący”, ponury sposób. Batman: TAS wciągał i prowokował do myślenia ponad schemat “Zło atakuje –> Bohaterowie do ataku –> Bum, pac, tratata –> Świat uratowany!”. Były odcinki w których zwycięstwo Batmana pozostawiało gorzko-słodki posmak, coś do czego dotychczasowe seriale nas nie przyzwyczajały. Był to szczególny, dojrzały serial, który swoim unikatowym sposobem traktowania widza szybko podbił serca wielu dzieci i nie tylko. Swoją drogą rola w TAS wykreowała dwie legendy – Kevina Conroya (głos Batmana) i Marka Hamilla (głos Jokera), którzy wszem i wobec uznawani są za najlepsze głosy tego bohatera i jego najbardziej zaciekłego przeciwnika.

W tym miejscu zostawię już TAS w spokoju i przeskoczę do 7-u lat później. Chcąc kontynuować animowane przygody Batmana w 1999 roku Warner Bros. postanowiło przyjąć zupełnie nowe podejście. Po trzech sezonach przygód Bruce’a Wayne’a i jego pomocników studio postanowiło dać odpocząć dotychczasowemu Mrocznemu Rycerzowi, dając nam tym samym Batman Beyond.

Wow x 2, a nawet x 3. Gdy pierwszy raz oglądałem tą czołówkę towarzyszyło mi uczucie wgniecenia w fotel. Przyzwyczajony do TAS nagle poczułem się w zupełnie innym świecie. Batman Beyond kontynuuje najlepsze tradycje poprzedników, jednak w zupełnie odmienionym stylu. Zespół odpowiedzialny za serial to ten sam, który pracował nad TASem i design postaci przedstawia się podobnie. Nowy serial miał się jednak rozgrywać w futurystycznej metropolii, dlatego zamiast klimatu noir, Batman Beyond dość mocno czerpie ze stylistyki cyberpunkowej – Neo-Gotham to miasto bezlitosnych korporacji, modyfikowanych genetycznie i cybernetycznie przestępców oraz ciężkiej muzyki.

Batman Beyond to świat bez Batmana. Bruce Wayne porzucił swoje alter-ego 20 lat wcześniej, kiedy podczas akcji ratunkowej choroba zmusiła go do sięgnięcia po pistolet w samoobronie. Zniesmaczony własnym stanem, Wayne zamyka jaskinię na cztery spusty. Dopiero w 2039 jego tożsamość wychodzi na jaw, kiedy młody Terry McGinnis przypadkowo dostaje się do dawnej kryjówki bohatera. Wayne, obecnie zgorzkniały starzec, przegania nastolatka i zabrania mu wracać. Niestety, w wyniku podejrzanych interesów Dereka Powersa, aktualnego prezesa konglomeratu Wayne-Powers, ginie ojciec Terry’ego. Chcąc zemścić się za śmierć rodzica, chłopak kradnie nowoczesny kostium Batmana. W wyniku akcji w magazynach firmy Terry’emu udaje się zapobiec wywiezieniu z kraju śmiercionośnego gazu i Wayne, mimo wcześniejszych oporów, uznaje chłopaka godnym miana Batmana. W ciągu kolejnych 3 sezonów McGinnis, wspierany zdalnie przez Bruce’a, dorabia się własnej obsady superłotrów, a także przyjdzie mu stanąć do walki z paroma starymi wrogami poprzedniego Batmana. Jako ciekawostkę wtrącę, że McGinnis okazał się na tyle ciekawą postacią, że podobnie do Harley Quinn, zyskał własną serię komiksów i gościnne występy w wielu innych produkcjach DC Animated Universe. W sumie partnerstwo młodego Terry’ego z Wayne’m nie raz wydawało mi się dużo bardziej interesujące i bliskie niż relacje Bruce’a z wcześniejszymi podopiecznymi (w sumie Justice League Unlimited ma wyjaśnienie takiej sytuacji, ale to już byłby spoiler).

Przyznam szczerze, że nie wspominam tego serialu, tak dobrze jak TAS, ale jestem skłonny stwierdzić, iż jest to wynikiem nostalgicznego przywiązania do starego Batmana i jego klimatu. Mimo to Batman Beyond jest rewelacyjnym serialem i aż żałuję, że nie doczekał się jeszcze jakiegoś solidnego odświeżenia – fabularnego lub animowanego. Czuć cyberpunk w tej produkcji zarówno wizualnie jak i dźwiękowo, animacja jest świetna, akcja jest porywająca…ach, idźcie już oglądać tego Batmana Beyond, no idźcie.

Wow. This opening looks awesome even by todays standards and we’re talking about an kids tv show from 1992. But that’s how Batman: TAS was – great animation, superb music and atmosphere so thick you could cut it with a knife. But that’s not all. The reason why Batman: TAS is considered one of the greatest animated shows of all times is the complex plot which marvelously cooperated with it’s dark, noir theme. Many episodes we’re adaptations of actual comic books, minus extreme violence of course, and that’s what made the show unique. Rival shows were heroic, colorful and flashy, while Batman: TAS was dark and sometimes thought provoking. Sure, we saw our share of heroics, but with that charming, grim Batman-style. Although we were kids, this show challenged us to think beyond the “evil attacks –> heroes arrive –> battle –> the day is saved!” schematic. Many of Batman’s victories were bitter-sweet, something we weren’t used to by then in a tv series about heroes. It’s a special show which quickly gained popularity amongst children and adults alike thanks to it’s mature treatment of the audience. By the way, Batman: TAS managed to create two voiceover legends in the Bat-community – Kevin Conroy and Mark Hamill. These two gentlemen are considered to be the best voiceover actors for Gotham’s Dark Knight and his archenemy, The Joker, respectively.

But now, let us leave this show and let’s move 7 years forward. In 1999 Warner Bros. wanted to continue Batman’s adventures but with a twist. After three seasons of Bruce Wayne’ & Co. the studio let the Dark Knight have a rest and gave us something else – Batman Beyond.

Wow x 2, or even x 3. When I saw this opening for the first time I felt squashed with awe. Accustomed to TAS I was suddenly transported into a whole new world. Batman Beyond continues it’s predecessors best tradition albeit with an all new style. The team responsible for this series is the same one that gave us TAS. The character design feels similiar, but besides that – everything is brand new. Instead of a grim, noir setting we have a futuristic metropoly that heavily tastes like cyberpunk. Neo-Gotham is a city of merciless corporations, genetically or cybernetically modified criminals and some really heavy music.

Batman Beyond is a world without Batman. Bruce Wayne dropped his alter ego 20 years earlier, after a rescue mission that almost went bad – a progressing heart disease drove him to draw a gun in self-defense. Disgusted with himself, Wayne seals the Batcave and his secret. The truth is revealed in 2039, when young Terry McGinnis accidentaly stumbles into his hideout. Wayne, now a bitter, old man, furiously chases the boy away and forbids him to come back. Unfortunately, due to Derek Powers, current CEO of Wayne-Powers Enterprises, and his dangerous schemes, Terry’s father dies. Seeking revenge, the boy steals the state of the art Batsuit. Wayne is angry at first, but after a succesful disposal of a dangerous nerve gas shipment, he reluctantly accepts McGinnis as a worthy successor. During the next three seasons, Terry, supported by Bruce via comm link, gains his own supervillian gallery and even has to spar with some enemies from the former Batman’s past.

Although nostalgia has me leaning in TAS’s favour I still think Batman Beyond was a magnificent series. It wasn’t as dark or detective-ish like it’s predecessor but had some kickass action and employed it’s cyberpunk setting very well – from the dystopian design of the city, to the industrial, heavy music and sci-fi themes like corporate corruption, industrial sabotage, virtual realities, drugs or genetic splicing. Also the team of young and old Batman worked really well on screen, in my opinion even better than Bruce and his former proteges ever did. So what else can I write? I encourage you to watch Batman Beyond – you probably won’t regret it.

2 myśli na temat „Batman niczym KopiczyńskiTomorrow’s Batman

  1. Wow nawet nie wiedziałam o istnieniu Batman Beyond. A czołówka faktycznie wgniata w fotel 🙂 Cyberpunkowy Batman? Ciekawy pomysł zaiste 🙂

  2. I naprawdę świetnie zrealizowany. Owszem, design postaci mógłby być bardziej cyberpunkowy, ale i tak jest to świetny serial. Twórcy odwalili kawał dobrej roboty, bo udało im się w miejsce klimatu noir i klasycznego Batmana wstawić coś zupełnie innego, odnosząc przy tym sukces.

    W sumie TAS miał ułatwione zadanie, bo tam sporo adaptacji komiksów było, a Beyond był całkiem świeżym materiałem, opracowanym wyłącznie przez scenarzystów serialu. Ba, jak pisałem w tekście – scenarzyści na tyle się postarali, że McGinnis załapał się na własne komiksy. Nie było ich może zbyt wiele, ale jednak.

Dodaj komentarz