Użyj Mocy…absolutnie za DARMO!

Jak już pewnie część z Was wie dotychczasowe plotki o tym, że Star Wars: The Old Republic przejdzie na hybrydowy model free to play okazały się prawdziwe i tej jesieni każdy będzie mógł pomachać mieczem lub postrzelać z blastera, bez opłat. Jeśli ktoś śledzi np. joystiq’a to zaskoczony nie będzie – w ciągu tych niecałych ośmiu miesięcy ilość graczy spadła z dwóch milionów do niecałego miliona. Patrząc po samych akcjach promocyjnych, czyli najpierw “Zaproś przyjaciela na 7 dniowy trial”, darmowe weekendy, darmowy miesiąc dla każdego kto osiągnie 50 level i niedługo po nich “Graj za darmo do 15-tego levelu”, widać jak na dłoni, że Bioware potrzebuje solidnego zastrzyku nowych graczy. O ile wcześniej nie wierzyłem, że kiedyś taka chwila nadejdzie, tak po wywiadzie z Lead Designerem byłem już pewien, że SWTOR w wersji free to play to tylko kwestia czasu. Jednak nawet za darmo, czy warto spróbować świata Star Wars: The Old Republic?


Gdy miałem bodajże 6 lat, mój tata wypożyczył wszystkie trzy części Gwiezdnych Wojen z lokalnej wypożyczalni kaset wideo i usadził mnie przed telewizorem, żebyśmy mogli je razem obejrzeć. Byłem oczarowany tym co zobaczyłem. Walka dobra ze złem, wielkie bitwy, pojedynki na miecze świetlne, moment w którym Vader wyjawia Luke’owi, że jest jego ojcem, starcie Luke’a z Ciemną Stroną Mocy oraz śmierć i odkupienie Vadera – wszystko to robiło na dzieciaku spore wrażenie. Świat Gwiezdnych Wojen wciągnął mnie na tyle, że w podstawówce, za namową kolegi, sięgnąłem po książki – Trylogię Thrawna, założenie nowej Akademii Jedi, itd. Niestety z czasem moja pasja do Star Wars przygasła, podobnie jak wcześniej miałem ze Star Trekiem. Mimo to bardzo lubię ten wszechświat i chętnie do niego wracam przy co ciekawszych produkcjach, np. Knights of The Old Republic, który jest jednym z moich ulubionych cRPG. Fabuła i postacie są rewelacyjne, a wielki zwrot akcji z Revanem sprawił, że miałem bardzo solidne, ale pozytywne, zaskoczenie. Sequel, Knights of the Old Republic II: The Sith Lords, również mi się podobał, jednak niespójna fabuła i bezsensowne zakończenie sprawiły, że tą część wspominam dużo gorzej niż poprzednika i czekałem z niecierpliwością, aż wydadzą kolejną grę, która wyprostuje błędy dwójki. Gdy usłyszałem, że Bioware rezygnuje ze zrobienia trzeciej części KOTORa na rzecz MMORPG w świecie Starej Republiki byłem zdruzgotany. MMORPG nie przemawiały do mnie na tamtym etapie, poza tym wiedziałem, że pewnie, jak w przypadku World of Warcraft, trzeba będzie co miesiąc za grę płacić. No i okazało się owszem, że gra będzie płatna. Jednak hype był niesamowity. Ludzie szaleli podsycani rewelacyjnymi zwiastunami i informacjami jakie Bioware wypuszczało w sieć. SWTOR miał być zabójcą WoWa. Niestety gra nie spełniła oczekiwań graczy. Niewielka ilość contentu po ukończeniu głównej fabuły i problemy z PvP sprawiły, że sporo zdeklarowanych graczy opuściło świat Starej Republiki na rzecz innych gier online. Jak dotąd miałem okazję liznąć 7-dniowego triala, dzięki uprzejmości moich przyjaciół Fafu i Loxtera, a obecnie wałkuję darmową grę do 15-tego levelu, dlatego pozwolę sobie streścić moje dotychczasowe wrażenia.

Jak dotąd grałem co nieco (tak do około 11-12 lvlu) paroma różnymi postaciami. Zaznaczam przy tym, że w każdym przypadku podejmowałem decyzje po Jasnej Stronie Mocy. Bycie złym i okrutnym jakoś zupełnie do mnie nie przemawia, a w przypadku postaci po stronie Imperium miłosierne decyzje prowadzą często do naprawdę bardzo ciekawych dialogów.

  1. Jedi Knight – początek jest długi i nieinteresujący. Po Jasnej Stronie postać jest płaska do bólu. Głos kobiety brzmi jak jakaś idealistyczna nastolatka…czyli pasuje idealnie. Muszę chyba spróbować zagrać złym Jedi – z tym głosem byłoby to ciekawe rozwiązanie. Tak w ogóle to zastanawia mnie, który geniusz wpadł na pomysł założenia Akademii Jedi na planecie zamieszkanej przez agresywną formę życia nazwaną “Flesh Raiders”. Sama klasa od strony gry jest nawet, choć miałem wrażenie, że Sith Warriorem mi się zgrabniej grało.
  2. Bounty Hunter, jak Knight trochę się rozkręca, ale jest dużo lepiej. Nal Hutta jest przeuroczym miejscem i miałem ochotę wpakować Huttowi Nem’ro rakietę w jego tłusty przełyk. Motyw Wielkiego Polowania średnio do mnie przemawia, ale wierzę, że potem robi się ciekawiej. Poza tym gdy mój czołowy oponent Tarro Blood przemówił do mnie głosem Sarena (Mass Effect) to od razu nabrałem motywacji do zrobienia z niego mielonki. Zauważyłem, że w SWTOR dużo wygodniej gra mi się klasami pozbawionymi Mocy i miecza świetlnego, a uzbrojony w blaster i różne śmiercionośne gadżety Bounty Hunter to po prostu cud, miód i orzeszki w tej kategorii.
  3. Sith Warrior – this is where the fun starts. Wiecie czemu Imperium jest ZŁE? Bo mają brytyjski akcent! A tak poważnie, to zarówno męski jak i damski głos Warriora jest rewelacyjny. Wspinanie się po szczeblach hierarchii Akademii jest szczególnie interesujące, gdy gra się szanującym cudze życie i dyplomatycznie nastawionym Sithem. Niestety nieco sobie zaspoilerowałem korzystając z YouTube (a bo ja wiedziałem, że będzie tak szybko darmówka?), jednak mogę zapewnić, że dalej jest tylko lepiej. Przyznam, że na początku byłem bardzo niechętny do grania Imperium. Nie lubię Sithów i ich mrocznych zapędów, jednak SWTOR bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Gra Sithem po Jasnej Stronie Mocy bardzo mi się spodobała, bo ukazuje, bardziej niż inne gry, że Imperium to nie tylko żądni władzy, knujący mordercy, ale także zwykli ludzie, idealiści skłonni oddać swoje życie za władzę w którą wierzą. Owszem jest to system, który opiera się na mało szlachetnych podstawach, jednak fabuła “Jasnego” Warriora daje do myślenia, że są istoty skłonne wyrwać się ze schematu i rozpocząć leczenie ustroju, który jest im bliższy niż Republika.
  4. Sith Inquisitor – początek jest bardzo podobny do Warriora, z tą różnicą, że jako były niewolnik Inquisitor musi przyjąć na klatę dużo więcej inwektyw. Od strony umiejętności piorunami miotało się ciekawie, choć chyba skakanie Warriorem czy ciskanie kamieniami Consularem bawiło mnie dużo bardziej.

W planach mam jeszcze przetestowanie Imperial Agent, Smuggler i Jedi Consular (o ile przełknę Tython po raz kolejny), więc pewnie zaktualizuję ten wpis jak już coś ukończę. Gdy stuknie free to play na jesień zapewne będę grał równolegle paroma klasami, a kto wie, może jak skończę wątki to skuszę się na recenzję?

Po krótkim kontakcie z SWTOR stwierdzam, że głównym atutem tej gry są interakcje z postaciami. Bioware sięgnęło po swój sprawdzony system dialogów, razem z wszystkimi jego zaletami i wadami. Animacja podczas rozmów i głosy postaci sprawiają, że czuję się jakbym faktycznie grał w KOTOR III. Niestety, jak to u Bioware, postacie dalej “mówią partia, myślą Lenin” – tekst wybrany na kółku nie pokrywa się z tym co postać powie. W większości przypadków sens wypowiedzi jest zachowany jednak potrafią być niespodzianki, gdy np. moja Sith Warrior pozwoliła sobie na niespodziewany flirt z instruktorką. Jeśli ktoś grał w Mass Effect 2 to może sobie przypomnieć jak wyglądała próba zaprzyjaźnienia się z Jacobem grając kobietą Shepardem. Ciekawe jak Cerberus radził sobie z oskarżeniami o napastowanie? Mimo tego dialogi w SWTOR są bardzo wciągające i jak napisałem wyżej, stanowią główną zaletę tej gry. Na pochwałę zasługuje też system towarzyszy, którzy aktywnie uczestniczą w rozmowach. Każde z nich ma swoją historię i gusta, dlatego należy uważać co się mówi do innych NPCów, naszemu towarzyszowi może nie spodobać się okazywanie słabości albo gnębienie słabszych. Owszem, wszystkie powyższe opcje pojawiały się już w ich wcześniejszych offline cRPGach, jednak chwali się Bioware, że postanowili trzymać się tej sprawdzonej formuły, zwłaszcza w grze MMORPG – typowy online grind jest dużo bardziej znośny kiedy wiemy, że czekają na nas świetne dialogi i wciągająca fabuła.

Oprócz roli fabularnej, możemy wysyłać naszych towarzyszy z misjami, które zaowocują dodatkowymi kredytami (walutą gry) albo przedmiotami. Tak jest, crafting w SWTOR spada na barki naszej załogi, podczas gdy my ratujemy galaktykę. Walka w grze to klasyka MMORPG. Wybieramy wroga i klikamy skróty klawiszowe zdolności, aż wróg padnie. Zdolności jest dość sporo i wykupujemy je za kredyty. Gdy wybierzemy specjalizację na 10 lvlu zyskamy dostęp do 3 drzewek umiejętności, które modyfikują efekty dotychczasowych zdolności, a także dają dostęp do nowych, unikatowych dla drzewka, opcji. Jeśli ktoś grał w MMORPG Forsaken World to szybko załapie o co chodzi, jest to praktycznie identyczny system.  Jakbym się miał do czegoś przyczepić to do animacji, bowiem spotkałem się z paroma błędami np. miecz latający koło ręki czy podskakujący wraz z moją postacią. Poza tym…albo mi się wydaje albo postacie z pierwszego KOTORa wymachują tymi mieczami z większą gracją niż w Old Republic. Chwilami odnosiłem wrażenie, że mój Sith Warrior wymachuje maczugą, a nie mieczem świetlnym. Na szczęście im dalej tym lepiej, a ogólnie grafika robi pozytywne wrażenie mimo pewnej komiksowości w porównaniu ze zwiastunami. W tle towarzyszy nam muzyka The Best of Star Wars, czyli wszystko co słyszeliśmy w filmach lub poprzednich częściach KOTOR. Ktoś mógłby się czepnąć, że Bioware poszło na łatwiznę, jednak słysząc znane i uwielbiane utwory, podczas dramatycznych sytuacji jakie spotykają stworzoną przez nas postać…rewelacyjne wrażenie

Czy “bede grał w gre”? Oczywiście. Free to play przewiduje możliwość zagrania każdą z ośmiu klas w grze, aż do 50 poziomu. Jeśli wystarczy to, żeby ukończyć główne wątki fabularne to będę grał na 100%. SWTOR jest świetną grą, która niestety nie sprostała do końca potężnemu hype’owi jaki zrodził się przed premierą. Może patrzę nieco przez pryzmat wcześniejszych gier ze Starą Republiką w tytule i udźwiękowionych dialogów, jednak SWTOR zapewnia to czego mi brakowało w wielu grach online, raczących tytułować się cRPG. Zabieg niby drobny (choć kosztowny) jednak gra zapewnia stopień immersji, którego nie sposób doświadczyć w innych produkcjach. Owszem, jest to kosztem wrażenia, że gramy w grę dla jednego gracza jednak mając do wyboru SWTOR, a jałowy hack’n’slash to wolę jednak, żeby MMORPG szło ścieżką Bioware. Nie wiem czy udało mi się zachęcić do gry tym tekstem, jednak jeśli ktoś postanowi doświadczyć akcji “dawno, dawno temu w odległej galaktyce” to mówię: Do zobaczenia!

9 myśli na temat „Użyj Mocy…absolutnie za DARMO!

  1. Po prostu – gry na licencji Star Wars, poza drobnymi wyjątkami (pierwszy KOTOR, Jedi Knight, Jedi Academy i Republic Commando) są przeklęte – Bioware nie wziął tego pod uwagę.

  2. Ty mówisz, że gry SW są przeklęte? W takim razie licencja Star Trek to praktycznie taki diament Hope xP

    Moim zdaniem Bioware po prostu przesadziło z kampanią reklamową nie biorąc pod uwagę, że gdy wątek fabularny się skończy to główny koń wyścigu odpadnie. Tym samym założyli sobie pętlę na szyję, bo do głosów postaci zatrudnili m.in. Jennifer Hale, Kath Soucie i sporo innych grubych ryb voiceoverowych. Owszem – jest mega wypas, ale teraz stworzenie nowego contentu fabularnego to dużo większe koszta niż w przypadku np. STO, Aiona czy nawet DCUO.

  3. Cóż – Bioware ostatnimi czasy nie ma dobrej passy – do czasu kiedy sami się finansowali i sami odpowiadali za swoją twórczość wszystko szło względnie dobrze (za wyjątkiem KOTOR 2, który oddali Obsidian’owi). Od czasu wejścia w struktury EA, zaczynają produkować szmelc, drogi szmelc, szmelc z wodotryskami, ale jednak szmelc.

  4. Gdy ruszali z pierwszym Mass Effectem, odniósł sukces i naobiecywali dużo. Mass Effect 2 był bardzo dobry, bardziej dynamiczny, ale też bardziej dziurawy pod kątem scenariusza i kontynuacji wątków z jedynki. Mass Effect 3 niestety spełnił moje obawy i Bioware nie dało rady. Co gorsza zasłonili się stwierdzeniem „Nam się podobało i myśleliśmy, że Wam też się spodoba.”. Wątpię, żeby ludzie, którzy dali nam poprzednie dwie części wierzyli w takie bzdury, biorąc pod uwagę jak ewidentnie bzdurne jest zakończenie ME3 i jak po macoszemu przez całą grę traktowano decyzje z 1 i 2. Dlatego albo ich EA trzyma na krótszej smyczy niż to widać albo im palma odbiła albo ich kreatywność miała większe granice niż mogło się wydawać i porwali się z motyką na słońce.

    W SWTOR utopili sporo pieniędzy, analitycy twierdzą, że coś koło 200 milionów i niestety popełnili ten sam błąd co Cryptic – ludzie szybko skończą fabułę i co dalej? Czym ich utrzymamy przy sobie? PvP i STFów/Flashpointów/Operacji nie da się powtarzać w nieskończoność. Teraz mają ten czas na naprawienie tego i modlenie się, żeby gracze jednak wrócili. Mam nadzieję, że pozbierają się ciut szybciej niż Cryptic, bo i stawka jest większa.

    EDIT: Poza tym gra jest bardzo fajna i szkoda by było żeby ją zamknęli…

  5. „Czym ich utrzymamy przy sobie? PvP i STFów/Flashpointów/Operacji nie da się powtarzać w nieskończoność.” – Jesteś pewien? Chcąc nie chcąc w MMO jest grind, w SW też, ale tutaj grind jest nastawiony na grindzenie sobie wypasionego armora. Poza tym na flashpoincie grindzi się jeszcze Dark/Light side, Social lvl, mounty itd. Gdyby nie to, że nie lubię pvp, też bym je grindziła, gdyż armory z niego wyglądają super.
    Co do grafiki, każda gra ma bugi, trzeba się do tego przyzwyczaić albo zasypywać team ticketami, że jest bug.

    O wiele lepsza fabuła jest na Sith Inquisitorze, niż Bountym Hunterze, a strona Jedi jest płaska jak Ziemia niegdyś. Tyle mogę powiedzieć, bo tyle ukończyłam.
    Na dodawanie kontentu, moim zdaniem, nie ma co narzekać, bo co pewien czas dodają jakiś nowy, duży.
    Miałabym więcej do dodania, ale wydaje mi się, że najlepiej jest sprawdzić samemu i zobaczyć. Wiem tylko tyle, że po graniu w SWTOR inne tego typu gry, wydają mi się bez wyrazu.

  6. Nie jestem w stanie ręczyć za każdego, ale wiem, że ludzie w STO rezygnowali właśnie, bo mieli dość ciągle tych samych STFów. Zbieranie stuffu – armorów, mountów itd. jest fajne, ale często nadchodzi moment w którym zadajesz sobie pytanie „Po co mi ten sprzęt jak nie mam go gdzie użyć.” I tutaj sporo osób odpadło z gry.

    Jedi Knight mnie zniechęcił płaską postacią, głosem, ogólnie nic nie zachęcało do grania. Ten początek to był bardziej „chcę miecz świetlny” niż „interesuje mnie fabuła”. Podobno dalej jest lepiej, ale jak już mam wybierać to wolę kontynuować Sith Maraudera niż bawić się w Jedi.

  7. Zwłaszcza,że Warrior ma fajnego companiona, znaczy fajnego, ciekawego:3

    EDIT:A nie, mój błąd, ten companion jest Agenta xD Warrior i tak jest najlepszy 😛

  8. Przejście na Free to play ma być podobno w listopadzie 2012, czyli jeszcze trochę poczekamy. Szkoda, że przez te triale się nakręciłem i doczekać się nie mogę -_-

  9. Daty f2p jeszcze nie ma, jednak jest lista opcji dla graczy z subskrypcją i darmowych – http://www.swtor.com/free/features. Choć patrząc na to to mówimy bardziej o „ograniczeniach” niż o opcjach. Podejście do f2p w SWTOR wzbudziło sporo kontrowersji czemu się nie dziwię, bo uważam pewne posunięcia za zbyt restrykcyjne i raczej zniechęcające do gry niż zachęcające do nabycia subskrypcji.

Dodaj komentarz