Na dwoje babka wróżyła


A już tak sprytnie chciałem zacząć ten wpis. Miałem odnieść się do wróżb, kontaktów z siłami nadprzyrodzonymi i takie tam. Niestety się zorientowałem, że pisownia i wymowa ouija w żaden sposób nie pokrywa się ze słowem “ouya”. Jednak skoro już tu jesteśmy to chciałbym krótko napisać o nowym zawodniku na rynku konsol, czyli właśnie o czymś co się OUYA zowie. Sprytnie z mojej strony, czyż nie?

Długo unikałem tego tematu. Ten tekst przeleżał dość długo w szkicach (tak, bagatela, od 25 lipca), bo mam co najmniej mieszane odczucia w stosunku do tej konsoli. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że mamy do czynienia z czymś niesamowitym – konsola hulająca na Androidzie z mniej lub bardziej darmowymi grami, dołączone SDK i pełne przyzwolenie projektantów dla jakichkolwiek domorosłych modyfikacji sprzętu. Do tego sprzęcik ma rozmiar a’la kostka Rubika. Ile taka świeżutka konsola kosztuje? 2000 zł? 1300 zł? Może 1000 zł? Nie! Aktualnie, dla Polski, konsola wraz z dwoma padami i przesyłką kosztuje jedynie niecałe 500 zł! A jeśli złożycie zamówienie w ciągu najbliższych 10 minut…to mogę Wam w komentarzu pomachać albo odpowiedzieć na zaczepkę na Facebooku. Żarty żartami, ale sam pomysł brzmi naprawdę nieźle, zwłaszcza możliwość swobodnego tworzenia gier pod konsolę. Sprzęt będzie mieć dostęp do Google Play, a że jest to Android to wszystko co pójdzie na mądrej komci, pójdzie też na OUYA. Ludzie widać są chętni na taką konsolową rewolucję, bowiem projekt na Kickstarterze (chcieli zebrać 950 tysięcy dolarów) zakończył się bilansem 63,416 wspierających deklarujących w sumie wkład finansowy równy prawie 8,6 miliona dolarów.

Niestety mimo tylu zalet mam wrażenie, że jest to zbyt piękne żeby było prawdziwe. Na początek obawiam się jakichś ukrytych kosztów i zobowiązań w przypadku developerki czy modyfikacji. Niby to Android, niby Google Play, ale mogą być kwasy na zasadzie “3/4 SDK jest do swobodnego użytku, ale 1/4 zawierająca dodatkowe bajery jest dodatkowo płatna, ups”. Kolejna obawa to reakcja konkurencji, która może uznać, że OUYA to jednak nie niszowa zabawka i popracują, żeby developerom bardziej opłacało się zostać tam gdzie są niż inwestować w małą niewiadomą. Poza tym, ok, Kickstarter zakończony, 8 milionów zebrane, ale to jeszcze nie znaczy, że już mamy konsolę w dłoniach. Do 2013 jeszcze wiele rzeczy może się wydarzyć, a mówimy o projekcie dość niezależnym. I na sam koniec – obawiam się najzwyczajniej w świecie, że OUYA stanie się niszowym fenomenem ledwie 64 tysięcy osób i zamiast konsoli nowej generacji dostaniemy smartfona zamkniętego w kostce. Bo gry z Google Play fajnie fajnie, ale chciałbym jednak zobaczyć coś więcej na tej konsoli, a na pewno coś co pozwoliłoby jej rywalizować z PS3, Xboxem i resztą.

Nie zrozumcie mnie źle jednak, mimo czarnowidztwa kibicuję OUYA i gdybym miał luźne 500 zł to pewnie bym już dziś złożył zamówienie. Idea jest interesująca, sam sprzęcik też, więc myślę, że warto wesprzeć inicjatywę, bo kto wie? Może mamy u progu nowego ważnego gracza na rynku konsol?

2 myśli na temat „Na dwoje babka wróżyła

  1. Śmiechłem przy „jedynej, bezpłatnej możliwości zareklamowania swojego produktu” ;] Nie jest to fajna informacja, ale nie posuwałbym się do stwierdzenia, że tym samym indie developerzy na Androidzie są zgubieni. Cała promocja pójdzie innymi kanałami, może zawiąże się inicjatywa o której pisali w komentarzach oryginalnego artykułu typu „Steam for Android” – już można zauważyć pewne działania, takie jak bundle wyłącznie z Androidowymi aplikacjami. Dlatego też wydaje mi się, że nie jest to powód do paniki i porzucania Androida jako platformy dla niezależnych twórców. Owszem, głupio ze strony Google’a, ale zobaczymy co się z tego wykluje.

Dodaj komentarz