2013-02-01_00001

Romulanie na osłodę i wyścig o złote gacie

Ostatni mój tekst o Star Trek Online opublikowałem 2 listopada zeszłego roku. Ogłaszałem wtedy zmianę floty oraz nadejście 7 sezonu i idących wraz z nim zmian – system Reputacji, ambasada floty na Nowym Romulusie. Wspomniałem też ile dodatkowej “pracy” wymagać będzie nowa zawartość (jak ktoś chce odświeżyć pamięć –> tutaj). Nawet nie spodziewałem się, ile wtedy wykrakałem.

2013-01-31_00004System projektów stał się nie lada obciążeniem dla graczy. Członkowie małych flot zmuszeni byli wybrać między żmudnym dokładaniem zasobów do powolnie realizowanych “dla dobra ogółu” projektów floty, a szybszymi, ale indywidualnymi ścieżkami reputacji. Wszystko to w odtwórczych misjach, powtarzanych do porzygu. Po paru eksperymentach, przez chwilę wydawało się, że Cryptic znalazło doskonałe rozwiązanie – zasoby (dokładniej to fleet marks) konieczne do zakończenia projektów floty (oraz niezłą sumkę dilithium) zaczęto przyznawać za misje stworzone przez graczy, dłuższe niż 30 minut gry. Dzięki takiej zachęcie gracze chętniej grali w misje Foundry, a małe floty zaczęły szybciej realizować projekty. Siłą rzeczy pojawiły się exploity, misje polegające na odczekaniu 30 minut w przestrzeni i ewentualne zniszczenie paru statków wroga, tak pro forma. Cryptic zareagowało, zmieniając cały balans gry po raz czwarty – misje Foundry przestały dostarczać fleet marks, gracze byli zmuszeni ponownie do wtórnego bronienia stacji kosmicznych, żeby posunąć budowę do przodu. Zmiana zaowocowała bardzo długim wątkiem na oficjalnym forum i inwektywami pod adresem starszego producenta gry, Daniela “dstahla” Stahla.

Od obchodów trzeciej rocznicy gry, Cryptic zwodziło wszystkich szczątkowymi informacjami na temat kolejnego dodatku. Pojawiła się strona z licznikiem, pojedyncze ilustracje, dużo plotek. Najpopularniejsza teoria pt. “Dodadzą Romulan jako trzecią, grywalną frakcję” okazała się prawdziwa i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wielu ludzi wybaczyło Cryptic. Niestety szczegóły na temat trzeciej frakcji, a dokładniej fakt, iż Romulanie nie mają własnych flot i stacji kosmicznych, a każdy z nich jest na którymś etapie zmuszony wybrać czy sprzymierzy się z Federacją lub Imperium Klingońskim podzieliła graczy na grupy “cóż, inaczej się nie dało” i “znowu nas oszukaliście!”. Aktualnie ludzie łykają każdą informację na temat pierwszego oficjalnego dodatku do gry, Legacy of Romulus – by móc cieszyć się nadchodzącymi zmianami lub narzekać na nie w komentarzach.

2013-02-01_00001Jak podsumować tą sytuację? Nie zrozumcie mnie źle – dalej uwielbiam STO, uważam ją za jedną z najlepszych MMORPG w jakie grałem i polecam spróbować, jednak ostatnie pół roku nieco zmieniło moje podejście do gier sieciowych. Nie czuję się zawiedziony czy rozczarowany postępowaniem dstahla – taka gra to biznes, a exploity, choć wygodne dla graczy (ba, sam stosowałem), są nie na rękę finansom, bo przyspieszają proces, który specjalnie ma być wolny. Mimo tego nie popieram ostatecznego rozwiązania – przedostatnia wizja zachęciła pewnie niejedną osobę do wypróbowania misji z Foundry, niezależnie od tego ile exploitów wyrosło w międzyczasie. Teraz gracze wrócili do żmudnego klepania tych samych misji, a część z nich dała sobie w ogóle spokój, bo mieli dość ciągłych, coraz bardziej absurdalnych zmian. Zwycięstwo nad oszustami pełną gębą. Jeśli natomiast chodzi o dodatek to cieszy mnie, że gra jest rozwijana i to w dość dynamicznym tempie. Nie jestem fanem Romulan, ale nowa, “zreformowana” frakcja wygląda interesująco i rozumiem decyzję developerów zmuszającą graczy do wyboru między Federacją i Klingonami. Na razie jednak jest zbyt wcześnie by oceniać cały dodatek, wrócimy do niego po premierze w maju.

Niestety Sezon 7 prawie całkiem zniechęcił mnie do dalszej gry. Niby po grze we Flyff i Cabal Online powinienem mieć więcej rozsądku i nie pakować się bezmyślnie w iteracyjne piekło wykonywania tego samego zadania n-dziesiąt razy. A jednak, historia lubi się powtarzać. Nie jest to w żaden sposób fajne, że Cryptic zmusza graczy do wielokrotnego wałkowania tego samego, ale myślę, że kompletne obwinianie tych ludzi za własny brak zdrowego rozsądku mądre też nie jest. Ledwie po osiągnięciu drugiego poziomu z pięciu możliwych reputacji Romulańskiej i z widmem 5 niedokończonych projektów, na które wszyscy członkowie floty wspólnie niewolniczo harowali, na karku – zrobiłem sobie wolne od gry. Po krótkim odpoczynku, próbowałem się ponownie zaangażować w STO – po zalogowaniu i wyborze postaci zstąpiły na mnie chaos i niezdecydowanie. Pytałem sam siebie: ”W co włożyć ręce? Może dalej ciągnąć Reputacje? Albo projekty floty? Może coś z Foundry?” Gra stała się obowiązkiem, a cytując znajomą z floty “To nie praca. Po co grać jeśli czujesz, że gra jest bardziej obowiązkiem, niż przyjemnością?”.

2013-02-03_00004Najważniejsze lekcje jakie wyniosłem z ostatnich sześciu miesięcy STO to: 1) nie pchać się na złamanie karku przez zawartość i 2) nagroda czasem nie jest warta wysiłku. MMORPG to wyścig za wirtualną marchewką i nie ma co wypalać się bezsensownie, bo znajomy ma złote gacie +5, a ja mam tylko +2. Nie sądzę, że gry MMORPG są złe, a ich twórcy powinni się smażyć w piekle. Oni chcą wciągnąć graczy jak najbardziej w swój produkt i zarobić na takim kliencie jak najwięcej pieniędzy. To samo można powiedzieć o wielu innych dziedzinach handlu, dlatego, jak w każdym przypadku, do gier sieciowych należy podchodzić z głową. Niedawno zacząłem stopniowo grać w STO nową postacią i jest przyjemnie. Zero ciśnienia, zero “muszę”. Gram tyle ile chcę, kiedy chcę w to co chcę i takie podejście będę stosować do innych gier, w tym nadchodzącego Neverwinter.

Źródło: własne zrzuty ekranu

4 myśli na temat „Romulanie na osłodę i wyścig o złote gacie

    • Wyjaśnij proszę, co rozumiesz przez “tak późne dojście do wniosków”?

      W każdej grze czekają pokusy, jednak maskowane są nieco inaczej. We Flyffie, żmudność zdobywania kolejnych poziomów wychwyciłem dopiero po jakimś czasie, ponieważ było to pierwsze MMORPG w jakie grałem. Co prawda zanim siadłem do kalkulacji minęło zbyt dużo czasu, ale najważniejsze, że dostałem po łapach i łatwiej mi rozpoznać typowego level grindera.

      STO jest pod tym względem bardziej zwodnicze, gdyż klasyczny grind jest ukryty mnogością opcji i alternatyw, jednak, gdy przychodzi co do czego Cryptic potrafi doskonale grać na syndromie “trawa po drugiej stronie płotu jest bardziej zielona”. To jest mechanizm uniwersalny dla gier MMORPG, który pcha wielu ludzi do gry na złamanie karku i podpuszcza do dodatkowych wydatków.

      Dlatego spodziewam się, że Neverwinter również będzie mieć swoje “pokusy”, które mogą prowadzić do pędu i wypalenia. Cały trik polega na wcześniejszej identyfikacji i odpowiedzi na pytanie “Czy warto?”. W przypadku STO, warto jest inwestować w Reputacje, tylko że nie warto narzucać sobie szaleńczego tempa.

  1. Grałem w star trek online kiedy był jeszcze szósty sezon szczerze powiedziawszy ówczesny sezon był nudny ciężko się poziomy nabijało a tu masz kilka misji i next level (moje własne odczucie) ale dobrze że doszli romulanie bo klingoni się znudzili mi szczerze mówiąc ale szkoda że dopiero teraz oni dołączyli.

    • Wyjaśnij proszę co rozumiesz przez „ciężko się poziomy nabijało”, bo jeśli chodzi o poziomy postaci to stety/niestety STO zawsze było dość łatwe w tym względzie.

      Romulanie zyskują przede wszystkim dzięki dopracowanej linii fabularnej, przez co nie są takim ochłapem jak KDF było na początku :/

Dodaj komentarz