Powrót zemsty OddSphere

Pięć miesięcy temu mówiłem, że to już koniec. Pozwoliłem domenie wygasnąć, blogowi zniknąć, po czym zamknąłem fanpage na FB i konto na Twitterze. Wcześniej pożegnałem się z Wami i podziękowałem osobom, które najbardziej przyczyniły się do powstania, rozwoju oraz sprawnego funkcjonowania tej strony. Byłem absolutnie pewien swojej decyzji, której teraz żałuję. I co dalej?

Pierwotnie w tym miejscu miał się pojawić długi wpis uzasadniający dlaczego jestem hipokrytą, który najpierw mówił “To absolutny koniec OddSphere”, a teraz robi kompletnie na odwrót. Po co jednak rozwlekać to niepotrzebnie, gdy mogę to ująć w dwóch prostych punktach:

1. Cytując, znanego niektórym czytelnikom, autora bloga z piekłem i wygodą w tytule: “Bo mogę.” – absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie abym mógł to zrobić, więc czemu nie?

2. “Bo chcę” – wiele się wydarzyło przez te pięć miesięcy, ale to ostatnie parę tygodni zaważyło na tym, iż sam sobie przetłumaczyłem, że z OddSphere było dużo zabawniej niż bez niego.

Podsumowując: myślałem, że podjąłem słuszną decyzję, ale wraz z upływem czasu coraz bardziej czułem, że brakuje mi tego bloga, dlatego wolę cofnąć raz dane słowo niż się męczyć. I tyle w tym temacie.

Jakie zmiany czekają reaktywowane OddSphere?

Na pewno pojawi się jeden dodatkowy dział, inny niż dotychczasowe, który będzie związany z podjętą przeze mnie nową działalnością. Nie będzie to dział szczególnie obszerny w treść, jednak będzie na pewno ciekawy. Oczywiście poinformuję Was, gdy tylko będzie on gotowy.

Nie wiem jeszcze czy uruchomię nowy fanpage na Facebooku. W ostatnich dniach OddSphere zdążyłem zwątpić w “cudotwórczą moc promocyjną Fejsa” – widoczność wpisów była beznadziejna i ruch generowany na blogu ni jak nie dorastał do pięt tego co było na początku. Poza tym Facebook coraz bardziej przypomina mi śmietnik i mój żołądek buntuje się na myśl o ogarnianiu tego. Zgaduję, że pewna sekcja tego bloga zmusi mnie do ponownego zaprzyjaźnienia się z tą społecznościówką, ale co z tego wyjdzie to zobaczymy.

Natomiast Twitter to zupełnie inna bajka – po wielu podejściach wreszcie okiełznałem to medium i już lepiej czuję jak mogłoby pomóc w promocji tego bloga. W związku z tym chciałbym też tłumaczyć swoje wpisy na język angielski bardziej regularnie. Z przyczyn czasowych w tej kwestii przydałaby mi się pomoc, dlatego, gdyby ktoś był chętny, to zapraszam.

A skoro o nich mowa, to jakie treści zawitają na nowym-starym OddSphere? Zapewne to co dotąd, plus parę nowych rzeczy. Nie oszukuję nikogo – wracam do tego bloga zupełnie bez planu, ale w tym tkwi też cały urok. Utrata domeny pogrążyła OddSphere w internetowym niebycie. Sprawdźcie google, a zobaczycie. Czeka mnie teraz długa droga do odbudowania poprzdniej pozycji, która może nie była wysoka, ale jakaś była. Nie czuję przy tym jakiegoś ciśnienia i spiny na zdobycie blogosfery. Będzie po prostu czysta zabawa. I’m going on an adventure.

Na sam koniec zostawiłem jedyną smutną wiadomość. Niestety przez własne niedopatrzenie nie zabezpieczyłem odpowiednio praw do logo tego bloga, więc, z przyczyn bezpieczeństwa i dla świętego spokoju, nie będę dalej korzystać z umackowionego gentlemana do którego wszyscy się przyzwyczailiśmy. Postaram się jednak znaleźć dla niego godne następstwo.

UPDATE: Autor dotychczasowego logo OddSphere, Loxter, zaoferował przygotowanie stosownego dokumentu, zgodnie z którym stałbym się prawnym właścicielem owego logo. Zdecydowałem się odrzucić tą propozycję i poszukać nowego logo dla bloga.

15 myśli na temat „Powrót zemsty OddSphere

  1. „…długi wpis uzasadniający dlaczego jestem hipokrytą, który najpierw mówił “To absolutny koniec OddSphere”, a teraz robi kompletnie na odwrót…”

    Mówi się że tylko krowa nie zmienia zdania – choć trudno dyskutować czy to prawda nie znając się na krowach.

    Jedno jest pewne – wszystko co napiszesz może być wykorzystane przeciwko tobie jeśli znowu doznasz napadu zwątpienia 🙂

    • Rozumiem Loxter i doceniam Twoją ofertę, ale jeśli czegoś się nauczyłem przez te 2 lata najróżniejszych sytuacji to tego, żeby dla największej pewności opatrywać takie rzeczy podpisanymi dokumentami 😉 Poza tym nowy rozruch, może zmienię zupełnie wygląd całości, tak w ramach odświeżenia zaszaleję 😉

      • Ok. W razie co daj znać, wygenerujemy Ci odpowiednią licencję. Prawdę powiedziawszy nie musiałeś nawet pytać, ale gdybyś zapytał też nie byłoby problemu. Nie trzeba od razu łkać na blogu że nie zabezpieczyło się praw do zasobu, do którego prawa w rzeczywistości posiadasz. Pozdrawiam 🙂

      • Tak jeszcze dodam, że czepiam się tematu tylko i wyłącznie z powodu tego, że w swoim wpisie przedstawiłeś siebie jako oszukanego lub pokrzywdzonego (lub bardziej precyzyjnie – potencjalnie pokrzywdzonego).

        Otóż nie krzywdzę Cię, ani tym bardziej nie zamierzam 😉

        Gdybyś zamiast „Na sam koniec zostawiłem jedyną smutną wiadomość. Niestety przez własne niedopatrzenie… bla bla bla” napisał, że nowa odsłona to okazja do stworzenia nowego logo, bo stare jest np. brzydkie, albo się znudziło, albo „bo tak” nie miałbym uwag.

        • Cóż, jeśli chodzi o wpis to conajwyżej przedstawiłem siebie jako nierozsądnego, bowiem nie zadbałem o coś tak oczywistego jak pisemne przekazanie praw do ważnego zasobu, który, moim zdaniem, wciąż pozostaje niezabezpieczony. Czy jest to brak zaufania? Jak najbardziej, ale wolę dmuchać na zimne i sądzę, że np. Raven, jako posiadacz praw do dwóch istotnych grafik mandomowych, zgodziłby się tutaj ze mną, że „papier to świętość” i pozwala spać spokojniej.

          Doceniam propozycję wygenerowania stosownego dokumentu, jednak jak wspominałem już we wcześniejszym komentarzu – nie skorzystam. Pewnie, gdybym jednak poprosił Cię dawno temu o ten dokument, tak jak kiedyś rozważałem, to teraz bym dalej z logo korzystał, ale z okazji braku papierka oswoiłem się z myślą, że czas na zmianę. Czy kolejnego grafika z marszu poproszę o przekazanie praw do grafiki? Jak najbardziej.

          Wpisu nie zmienię, postanowiłem jednak dodać drobny update, który, mam nadzieję, zamyka tą sprawę.

Dodaj komentarz