Torchlight – Diabeł tkwi w szczegółach

Dzisiaj zrobił nam się taki “Diablo Day”, a jak o Diablo mowa, to jak można nie wspomnieć poniższej, krótkiej historii…

Dawno, dawno temu, gdy Blizzard był młody i jeszcze nie klepał kasy na World of Warcraft, wypuścił na rynek grę hack’n’slash o nazwie Diablo. Gra okazała się hitem na owe czasy, dlatego siłą rzeczy powstała druga część, a za niedługo pojawi się trzecia. Jednak po drodze, panowie odpowiedzialni za Diablo I i II odeszli z Blizzarda by założyć własną firmę. Tak powstało Runic Games, a pierwszą grą tego studia jest Torchlight. Gra odniosła na tyle duży sukces, że w tym roku wydanie zostana druga część, no i są też plany na…ale o tym za chwilę.

Samo tytułowe Torchlight to miasto górnicze, które zostało zbudowane nad wyjątkowo bogatymi złożami Ember, rudy, która pozwala zaklinać magię w ludziach i przedmiotach. Niestety wesołe wydobycie zostaje przerwane, gdy z kopalni zaczynają wyłazić najróżniejszej maści potwory. Czarodziejka Syl, prosi postać gracza, o pomoc w odnalezieniu jej mentora Alrica, który zaginął gdzieś w podziemiach. Po drodze okazuje się, że Ember wcale nie jest taki nieszkodliwy jakby się wydawało, a Alric…no cóż, jeśli ktoś chce dopowiedzieć Arcybiskup Lazarus i Diablo, to może śmiało to zrobić.

Walkę ze złem poprowadzimy jako jedna z trzech dostępnych postaci:

  • Destroyer – wojownik, który wzywa duchy przodków, aby wspierały go w walce
  • Vanquisher – elitarna strażniczka specjalizująca się w broniach dystansowych i pułapkach
  • Alchemist – mag czerpiący swoją moc z Ember, który potrafi do pomocy wzywać diabełki oraz steampunkowe golemy

Każda z postaci ma trzy unikatowe drzewka umiejętności rozwijające różne aspekty postaci. Oprócz tego w podziemiach można znaleźć zwoje z czarami, które będą dodatkowo wzmacniać naszą postać w walce z wrogami. Taki nieco miks rozwiązań z Diablo I i II. Oczywiście po drodze znajdujemy tony najróżniejszego sprzętu – pancerze, biżuterię, broń białą, dystansową(w tym palną) itd. Wszystko można wzmacniać kawałkami Emberu.

Główną innowacją jaką dostrzegłem w Torchlight jest zwierzak, który nam towarzyszy w podróży. Możemy wybrać psa lub kota(takiego rysia w sumie), który bierze udział w walce, ma on własny plecak, w którym możemy przechowywać rzeczy, a gdy chcemy sprzedać nadmiar niepotrzebnego sprzętu możemy go wysłać do miasta – po jakimś czasie wróci ze złotem i pustym plecakiem. Dodatkowo możemy łowić ryby. Niby śmieszna sprawa, ale jak nakarmimy złowioną rybą naszego pupila to zmieni się on w jednego z mieszkańców podziemi, zyskując wszystkie jego umiejętności. Rodzaj metamorfozy i jej czas trwania zależy od rodzaju złowionej ryby. Quite handy.

Torchlight wykorzystuje silnik graficzny OGRE 3D, do wygenerowania przyjemnych dla oka, wielopoziomowych środowisk i postaci o karykaturalnym, komiksowym designie. Przyznam, że najbardziej spodobało mi się właśnie to wielopoziomowe przedstawienie lokacji, że spoglądając w dół widzieliśmy niedostępnych dla nas wrogów, jak krzątają się po niższych poziomach. Ogólnie nie ma tu mrocznej i ponurej stylistyki Diablo, a znajomy, jak zobaczył tą grę, posunął się wręcz do stwierdzenia, że kojarzy mu się z WoWem. Muzyka prezentuje identyczny poziom jak w Diablo. Ciężko się dziwić skoro jest za nią odpowiedzialny Matt Uelmen, twórca ścieżki dźwiękowej do Diablo. Muzyka w Diablo mi się podobała, tak samo jest w Torchlight. Raven by narzekał zapewne ;]

Głównym zarzutem wobec tej gry był brak multiplayera. Ten błąd zostanie skorygowany w drugiej części, która jest pewnym pomostem dla ogłoszonego już MMORPG w świecie Torchlight. Tak, będzie MMORPG. Osobiście nie szaleję z zachwytu, bo o ile singleplayer Torchlight 2 mnie interesuje, ewentualny co-op też, to MMORPG zupełnie do mnie nie przemawia. World of Torchlight? Nie, dziękuję.

Jak widzicie notorycznie porównuję Torchlight do wcześniejszych gier z Panem Grozy w tytule. Ciężko tego uniknąć, bo choć Torchlight jest solidną i wciągającą grą, to widać jak na dłoni, że mamy do czynienia z remake’iem Diablo(no dobra, oprócz psa i ryb) – dobrze wykonanym, ale jednak remake’iem. Dlatego odbiór tej gry zależy właśnie od tego czy lubimy hack’n’slash i czy Diablo-klon nas nie będzie nudził. Sam bawiłem się bardzo dobrze, jednak nie poleciłbym tej gry każdemu. Musicie indywidualnie podjąć decyzję, czy zejście do podziemi Torchlight ma sens. Rzekłem.

 

Ten wpis został opublikowany na CosyHell.pl dnia 4 sierpnia 2011 roku.

Dodaj komentarz