88 reasons why Captain Sisko is better than everyone

Tytuł pachnie flame’m, czyż nie? Star Trek jest jedną z produkcji, na których się wychowałem. Obok Gwiezdnych Wojen, Powrotu do Przyszłościi i Terminatora II, ten serial właśnie wciągnął mnie w science-fiction i był wręcz taki moment, że to właśnie Star Trek, a konkretniej The Next Generation(zwane dalej TNG), był dla mnie swoistym the best of the best. Dzieciak wtedy byłem, mało co wiedziałem, potem “dorosłem” (wiek circa plus minus 14 lat) i Star Trek zaczął mi się wydawać infantylny i przesadnie optymistyczny. Zerwałem jakąkolwiek znajomość z TNG, a Deep Space Nine(zwane dalej DS9) uważałem za wybitnie nudny serial, dlatego szalenie spodobał mi się termin Deep Sleep Nine, którym fani złośliwie określali wyboiste początki tej serii. Wtedy sobie myślałem: “Pff Star Trek jest taki naiwny, ta Federacja jest taka świętoszkowata, wszystko jest takie czarno-białe i oczywiste. Jak mogłem łykać takie bajeczki. Tak, Gwiezdne Wojny mają sto razy lepszy świat – więcej konfliktu, moralnie wątpliwych bohaterów. To jest to!”. Oczywiście potem dokonałem kolejnego zwrotu, przeprosiłem się z całym Trekiem i tak jest do dzisiaj, że znów jest to jedna z moich ulubionych produkcji. Tyle tytułem osobistego wstępu.
Tylko czy konieczny jest cały ten powyższy bełkot o tym jak miałem ewidentną huśtawkę nastrojów i gustów, związaną z dorastaniem? Jak najbardziej, bowiem ilustruje to jak dorastałem do odbioru poszczególnych serii. Generalnie Star Trek przedstawia dość optymistyczną wizję przyszłości, gdzie ludzkość “wyewoluowała” ponad wewnątrzgatunkowe konflikty o to kto ma większego ładunka nuklearnego i wraz z innymi rasami stara się zbudować unię wszystkich ras, opartą na wzajemnej tolerancji i pokojowej eksploracji nieznanych zakątków galaktyki. Czołowym zagrożeniem w każdej serii jest “ktoś spoza” Federacji – czy to mowa o wojowniczych Klingonach, podstępnych Romulanach, niszczycielskim Borgu
 
Obsada Deep Space Nine
Gdy byłem dzieciakiem TNG było dla mnie wspaniałą rozrywką. Z wypiekami na twarzy śledziłem losy kapitana Jean-Luc Picarda i załogi statku U.S.S. Enterprise-D, gdy “odważnie lecieli tam gdzie jeszcze nie dotarł żaden człowiek”. Z DS9, jak wspomniałem we wstępie, nie było tak łatwo, gdyż twórcy, Rick Berman i Michael Piller, przyjęli zupełnie inne podejście, zrywając z motywem eksploracji, który wiódł prym w poprzednich dwóch seriach. Tutaj mamy zniszczoną stację porzuconą przez wycofujących się Kardasjan, wieloletnich okupantów pobliskiej planety Bajor. Jej dowódcą zostaje komandor Benjamin Sisko, któremu zupełnie nie w smak jest taki przydział, gdyż musiał samotnie wychowywać swojego syna Jake’a, po śmierci żony. Na domiar złego musiał sobie poradzić z nieufnością “świeżo niepodległych” Bajoran, w tym jego pierwszego oficera, major Kiry Nerys. Nie zapominajmy też o odkryciu korytarza podprzestrzennego prowadzącego do zupełnie innej części galaktyki, który jest domem dla obcych traktowanych przez Bajoran jako bogów. Owi obcy wybrali sobie komandora Sisko na swojego Emisariusza – fakt, który nie przypadł do gustu ani patriarchom religijnym Bajor, ani stąpającemu dość mocno po ziemi komandorowi. Niestety wszystkie Treki cierpią na dolegliwość (zresztą tak jak np. Stargate SG-1), że trochę czasu zajmuje nim określą swój kierunek.
 
 
Pierwsze dwa sezony skupiają się właśnie na konfliktach między wszystkimi trzema siłami: Federacją, Bajoranami i Kardasjanami. Zniszczenia po okupacji i nienawiść do Kardasjan, zbrodnie wojenne, Bajorańscy ekstremiści chcący pozbyć się Federacji ze stacji, która się im należy, Maquis – zbuntowani cywile Federacji i oficerowie Floty atakujący Kardasjan, wewnętrzne konflikty… to tylko część problemów z którymi musi sobie radzić załoga DS9. Mimo pewnego zasobu dobrych odcinków, DS9 na tym etapie nie miał zbyt wiele do zaoferowania, zwłaszcza w porównaniu z kopem jaki zasadziło TNG wprowadzając Borga do kanonu adwersarzy Federacji. Dopiero trzeci sezon przyniósł drastyczne pozytywne zmiany – Federacja otrzymała potężnego wroga w postaci potężnego jak i tajemniczego Dominium, władającego Kwadrantem Gamma. DS9 otrzymało nowoczesny okręt wojenny U.S.S. Defiant, co pozwoliło umieścić akcję większej ilości odcinków na obcych planetach oddalonych wiele lat świetlnych od stacji. Od tego momentu DS9, że tak to ujmę, “rozchulało” się na dobre, zaskakując nas solidnym, poważnym scenariuszem, nieszablonowymi (jak na Treka) motywami… no i chyba najbardziej widowiskowymi bitwami w calej historii Star Treka. Wtedy zorientowałem się jak dobrym serialem jest DS9. Innym niż to do czego mnie TNG przyzwyczaiło, ale innym w dobry sposób.
 
 
Dukat i Garak

Co mnie najbardziej urzekło przy ponownym kontakcie z DS9? Postacie, zarówno pierwszo jak i drugoplanowe. Prawdziwą przyjemność sprawiało mi śledzenie metamorfozy Gul Dukata, byłego zarządcy stacji, który z wrogiego i rozgoryczonego okupanta zmienia się w niepewnego sojusznika, następnie znów w zajadłego, posłusznego Dominium wroga, by skończyć w roli opętanego żądzą zemsty szaleńca. Kolejny Kardasjanin to jeszcze większa zagadka – Elim Garak, były szpieg Obsydianowej Kasty, obecnie krawiec na wygnaniu. Kłamliwy, podstępny, ale jednocześnie przy tym podejrzanie uprzejmy, Garak popularność zawdzięcza czarującej powierzchowności, która skrywa tajemniczą i dość brutalną przeszłość. Jego interakcje z innymi postaciami i pokazane w nich podejście do roli szpiega, prawdy i kłamstwa to istny kunszt pisarstwa. Nikt z załogi DS9 nie mógł być w stu procentach pewien Garaka, gdyż wszysko co mówił innym było prawdą – zwłaszcza kłamstwa.

 
 
O'Brien i Bashir

Ważnym motywem w DS9 jest przyjaźń, nieraz wypracowana w trudnych sytuacjach. Świetnym przykładem jest tutaj znajomość Doktora Juliana Bashira z Szefem Operacji Milesem O’Brien’em. Początkowo O’Brien nie znosił rozgadanego, aroganckiego doktora, jednak sytuacja gdy rozbili się na planecie i zmuszeni byli do ukrywania się przed wrogim pościgiem, sprawiła, że Szef nabył szacunku dla Doktora. DS9 błyszczy pokazując tą przyjaźń – niewymuszoną, szczerą. Obydwaj panowie świetnie współgrają razem i widz nie ma wątpliwości, że poszliby za sobą w ogień, gdyby trzeba było. W końcu to Bashir był osobą, której udało się odwieść O’Briena od samobójstwa, gdy ten załamał się pod wpływem wszczepionych wspomnień 20-letniego pobytu w więzieniu. To samo, choć w mniej oczywisty sposób dotyczy Quarka i Odo. Jeden, właściciel baru na stacji, prowadzący nielegalne interesy, a drugi to szef ochrony na stacji. Niby ogień i woda, niby nie przyznają tego wprost, oficjalnie nienawidzą sie nawzajem, jednak widać, że w gruncie rzeczy darzą się sympatią i szanują, na tyle, że jeden drugiemu powierzyłby swoje życie… no może z pewną dozą wahania.

 
 
DS9 to w większości wojna między Federacją, Klingonami, Romulanami i Dominium. Scenarzyści pozwolili sobie jednak nieco wyszarzyć strony konfliktu, zwłaszcza te dwie główne. W TNG i Voyagerze sprawa była jasno postawiona – był niszczycielski Borg, którego musiała zatrzymać pragnąca pokoju Federacja. Natomiast w DS9 jest nieco inaczej. Dominium owszem chce zdobyć władzę w cały Kwadrancie Alfa, rozpoczyna wojnę atakiem z zaskoczenia, jednak jest to specyficzne podejście powstałe w wyniku wieków prześladowań. Zalożyciele, przywódcy Dominium, obawiają się innych gatunków, dlatego przyjęli taktykę “uderzmy i podporządkujmy, nim nas skrzywdzą”. Jest to oczywiście brutalna i okrutna taktyka, jednak cały czas w naszej świadomości pozostaje fakt, że Założyciele zostali przez inne gatunki tak zaszczuci, że oprócz pewnej potrzeby zemsty, boją się znowu trafić pod czyjąś władzę. Z drugiej strony Federacja nie ma zupełnie czystych rąk. W trakcie serii dowiadujemy się o istnieniu Sekcji 31, tajnej policji i wywiadu Gwiezdnej Floty, której agenci działają ponad prawem, by zapewnić pokój Federacji. W odcinku “In the Pale Moonlight”, kapitan Sisko z pomocą Garaka dokonuje udanego zamachu na romulańskiego senatora, tak by podstępem wciągnąć Romulan w wojnę z Dominium. Co w takich sytuacjach robią władze Federacji? Bez mrugnięcia okiem aprobują ten plan jak i działania Sekcji, potwierdzając, że przetrwanie Federacji to akurat cel uświęcający środki. W tej wojnie, jak w prawdziwej, nie ma dobrego i złego – są dwie strony walczące o swoje racje, o swoje przetrwanie.
 
 
Na sam koniec zostawię sobie bohatera tytułu tego wpisu – komandora(potem kapitana) Benjamina Sisko, gdyż jest to wysoce intrygująca postać. Sam tytuł wpisu odnosi się do jednej z serii list pt. “powody dla których Picard jest lepszy niż Kirk”, “powody dla których Janeway jest lepsza niż Picard” i ten tytułowy – że Sisko jest lepszy niż wszyscy. Jest to dość kontrowersyjny pogląd, zwłaszcza w obliczu sporego fandomu Kirka i Picarda, jednak zgodzę się z tym, przynajmniej w pewnym stopniu. Kirk to poszukiwacz przygód, Picard to dyplomata, a Janeway to naukowiec – każde z nich prezentuje inną koncepcję odkrywcy i badacza, których specjalizacja narzuca atuty i ograniczenia w podejmowaniu ważnych decyzji, widać to zwłaszcza w przypadku Picarda i dylematów odnośnie Pierwszej Dyrektywy. Janeway, zmuszona ekstremalną sytuacją musi wykazać się elastycznością, jednak strach przed upadkiem moralnym każe jej trzymać się kurczowo zasad Floty.
 
 
Sisko wznosząc toast za "tych dobrych"

Sisko to zupełnie inny typ osoby – to inżynier, budowniczy, dowódca, a przede wszystkim – ojciec, dosłownie i w przenośni. Oczywiście, on również przejawia cechy poszukiwacza przygód, badacza, ale jest to jednak w mniejszym stopniu wyeksponowane niż jego odpowiedzialności i decyzje mające wpływ na dobrobyt “żywego mechanizmu”, który zbudował. Nikt tak jak on nie zdaje sobie sprawy jakim zagrożeniem jest Dominium dla jego nowej “rodziny” jak i dla reszty Kwadrantu Alfa. On wiedział, że dla dobra Federacji, będzie musiał podejmować decyzje, często kontrowersyjne. Jednak to on był opiekunem i drogowskazem dla wielu dlatego musiał stanąć tam gdzie inni się będą bali stanąć, podjąć niepopularne decyzje i przyjąć ich konsekwencje. Nie bał się ryzykować, stosować szantażu czy przemocy, zwłaszcza jeśli jego bliscy znajdowali się w zagrożeniu. Benjamin Sisko – kapitan w odcieniach szarości, dowódca szczególnie "szarej" stacji.

 
 
To moja dygresja na temat DS9. Jest to serial podtrzymujący klasyczny klimat Treka, jednak zaskakujący i satysfakcjonujący na wielu zupełnie odmiennych poziomach. Wiele osób może uważać, że DS9 mimo wszystko nie dorównuje cięższym produkcjom takim jak np. Babylon 5 czy nowa wersja Battlestar Galactica, jednak szczerze Wam polecam zapoznać się z Kapitanem Sisko i jego załogą – ich perypetie mogą Was jeszcze zaskoczyć.

Dodaj komentarz