DreamWeb – cyberpunkowy mistycyzm

Jakiś czas temu pisałem o serii Legend of Kyrandia i “złotym wieku” przygodówek w latach 80-tych i wczesnych 90-tych. Tak się składa, że w tym okresie swoje triumfy święcił też gatunek literacki cyberpunkiem zwany. To wtedy William Gibson napisał Trylogię Ciągu, w kinach puszczali Blade Runnera i Johnny’ego Mnemonica, a fani rpg dostali w swoje łapki podręcznik do Cyberpunk 2020. Oczywiście na fali popularności powstało też wiele gier komputerowych osadzonych w klimatach dystopijnego cyber-społeczeństwa. Jedną z takich gier jest DreamWeb, dość specyficzna przygodówka point’n’click autorstwa firmy Creative Reality. Głównym bohaterem gry jest Ryan, barman, któremu w snach objawia się tytułowa Sieć Snów i zagrożenie ze strony siedmiu wpływowych ludzi, którzy chcą ową Sieć zniszczyć. Przywódca strażników Sieci Snów wysyła Ryana z misją zabicia wszystkich siedmiu, gdyż tylko w ten sposób Sieć będzie bezpieczna. Więcej szczegółów fabuły nie zdradzę, ale samo zakończenie może wzbudzać wiele różnych emocji i pytań odnośnie całej historii.

W przeciwieństwie do klasycznych przygodówek, np. również cyberpunkowego Beneath a Steel Sky, cały świat gry widzimy “z lotu ptaka”. Mimo ograniczonego punktu widzenia lokacje są przedstawione dość szczegółowo, np. maluteńkie mieszkanie Ryana jest zagracone starymi opakowaniami po jedzeniu, brudnymi ciuchami, czy obiektami, których lepiej nie identyfikować. Co gorsza, gra jest skonstruowana w taki sposób, że wiele z tych przedmiotów można podnieść i schować do inwentarza. Ta ciekawostka sprawia, że po paru minutach gracz będzie klnąć jak szewc, bowiem DreamWeb obfituje w wiele rzeczy, które możemy ze sobą zabrać, a które nie mają absolutnie żadnego wpływu na dalszą rozgrywkę.

Prawdopodobnie jedną z największych zalet DreamWeb jest muzyka. Skomponowana przez Matthew Seldona ścieżka dźwiękowa wspaniale kreuje klimat niepewności i osamotnienia bohatera, gdy przemierza techno-dystopię realizując swoją “świętą” misję.

DreamWeb z pewnością nie jest aplikacją dla młodszych graczy. Gra obfituje w dość sporą ilość brutalnych scen oraz zyskała pewną wątpliwą “sławę” jako jedna z pierwszych gier zawierających nieocenzurowaną scenę seksu. Wygląda to nieco komicznie ze względu na grafikę i widok top-down, jednak wszystko jest jasno…”widoczne”, że tak to ujmę. So be warned. Można się kłócić czy dobrym pomysłem jest zamieszczać taką scenę i sporą dawkę przemocy w przygodowej grze wideo, jednak osobiście uważam, że nawet w pewien sposób było to konieczne. Cyberpunk taki już jest – pełen przemocy, strachu, seksu, używek, technologii i problemów społecznych.

DreamWeb jest dość krótką, czasem frustrującą grą, która może nie jest najważniejszym dziełem wśród cyberpunkowych gier komputerowych, ale na pewno warto poświęcić jej swój czas, by zapoznać się z losami Ryana i samodzielnie poddać ocenie jego czyny.

 

Ten wpis został opublikowany na CosyHell.pl dnia 3 sierpnia 2011 roku.

Dodaj komentarz