Record of Lodoss War – 6k10 dobrej rozrywki

Jak powszechnie wiadomo Dungeons & Dragons to zło wcielone. Jak ktoś nie wierzy to może skonsultować się z ekspertami w tej dziedzinie i nie mam tu na myśli pewnego, sławnego ostatnimi czasy, kapłana. D&D miesza niewinnym ludziom w głowach, podpuszcza ich do niebezpiecznych praktyk… na przykład spisywania swoich przygód w formie opowiadań, nowelek. Tak powstała seria Dragonlance i tak też powstało Record of Lodoss War. Cała seria powstała jako zapisy z sesji D&D prowadzonych przez Ryo Mizuno, pisarza i projektanta gier. Zapisy owe były publikowane w magazynie Comptiq i zyskały tak dużą popularność, że Mizuno zaczął pisać nowelki w stworzonym przez siebie świecie Forcelii. Na tym nie skończyła się jednak historia tej serii, bowiem Record of Lodoss War doczekało się dodatkowych adaptacji – w formie mangi, gier oraz anime na którym chciałbym się skupić.

 
Pierwsza, wydana w 1990 roku, była 13 odcinkowa seria OVA zatytułowana po prostu Record of Lodoss War. Anime skupia się na przygodach Parna, syna zhańbionego rycerza królestwa Valis, który wyrusza w świat by odkryć co się stało z jego ojcem i przywrócić dobre imię swojej rodzinie. W podjęciu tej decyzji pomaga mu nagły atak goblinów oraz decyzja wójta, który delikatnie daje Parnowi do zrozumienia, że powinien opuścić wioskę. Uzbrojony jedynie w miecz i zbroję ojca, niedoświadczony Parn byłby łakomym kąskiem dla wszelkich bestiariuszowych paskud, które biegają po wyspie Lodoss, gdyby nie wierni towarzysze – elfka Deedlit, kapłan Etoh, czarodziej Slayn, krasnolud Ghim i złodziej Woodchuck. Mógłbym w tym momencie napisać obszerny komentarz o stereotypowej drużynie w RPG, ale skoro anime jest oparte na nowelach, które z kolei są oparte o faktyczne sesje D&D to takie dywagacje czy żarty sensu nie mają.
 

W Lodossie mamy do czynienia z klasycznymi, heroicznymi przygodami. A czym by były takie przygody bez akcji i wielkie czynów? Nim Parn zdąży powiedzieć “jeden-ka-dziesięć-obrażeń-od-lodu-plus-dwa-ka-dwanaście-obrażeń-obuchowych-plus-modyfikator-z-siły”, wraz z towarzyszami zostaje wciągnięty w sam środek wojny między krajami Valis i Marmo, intrygi snute przez Szarą Wiedźmę Karlę oraz niebezpieczne plany czarownika Wagnarda. Dodatkowo dorabia się po drodze rywala w postaci Czarnego Rycerza Ashrama, który pragnie zjednoczyć całe Lodoss pod swoimi rządami. Nie zdradzę Wam nic więcej z samej fabuły, ale generalnie główny wątek Record of Lodoss War przebiega dość przewidywalnie.

Graficznie OVA jest bardzo przyjemne dla oka, z dobrze wykonanym designem postaci, choć animacja chwilami jest sztywna no i widać po niej, że jest to produkcja mająca już na karku dwie dekady. Muzyka stoi na bardzo wysokim poziomie i stanowi wyśmienite tło zarówno dla wielkich wydarzeń, bitew, jak i zwykłych zakupów na miejskim targu.
 
Oprócz wersji OVA, powstała również seria TV opatrzona podtytułem Chronicles of the Heroic Knight. Czym się różni od OVA? Po pierwsze, co zauważymy oglądając już pierwszy odcinek – lepszy opening, ale zdecydowanie gorsza jakość grafiki. Fabularnie seria TV nadpisuje wydarzenia z OVA. Pierwsze, bodajże 8, odcinków jest poświęconych Parnowi i jego drużynie, gdy starają się dotrzeć do Berła Dominacji przed Ashramem. Reszta serii poświęcona jest młodemu wojownikowi Sparkowi, jego towarzyszom i walce z Wagnardem. Seria TV nie jest zła, jednak OVA darzę dużo większą sympatią. Na plus Chronicles of the Heroic Knight przemawia zdecydowanie muzyka, która jakoś bardziej wpada w ucho niż w OVA.

Pozostaje nam tylko pytanie – czy warto w ogóle po Record of Lodoss War sięgać? Jest to bardzo przyzwoicie wykonana adaptacja klasycznych przygód D&D, ale w gruncie rzeczy nic poza tym. Każdy kto kiedyś zaczynał grę w fantasy RPG raczej spotkał conajmniej część motywów zawartych w fabule tego anime. Jednak, może przemawia przeze mnie sentyment i wewnętrzny RPG nerd, ale uważam, że Record of Lodoss War to świetna rozrywka, którą śmiało mogę polecić każdemu kto lubi przygodowe fantasy. Całą serię ogląda się lekko, łatwo i przyjemnie. Postacie, mimo, że dość stereotypowe, wzbudzają sympatię i zainteresowanie, zwłaszcza czarne charaktery, takie jak Ashram czy właśnie tajemnicza Karla. Muzyka jest świetna, a animacja wygląda całkiem nieźle jak na tak starą produkcję. Wszystko to sprawia, że nim się obejrzymy, zostaniemy wciągnięci w wydarzenia na wyspie Lodoss i szybko znajdziemy swoich faworytów, którym będziemy szczerze kibicować, więc na koniec nie pozostaje mi nic innego jak napisać żebyście wygrzebali z szafy swoją Zbroję Sentymentu +5, Miecz Nieskończonego Nerdostwa i zasiedli radośnie przed ekranem na Record of Lodoss War.

 

Ten wpis został opublikowany na CosyHell.pl dnia 24 sierpnia 2011 roku.

 

Dodaj komentarz