Saving Private Capsized

Nie pamiętam kiedy dokładnie natknąłem się na zwiastun Capsized, chyba było to w grudniu zeszłego roku. Pierwsze wrażenie jakie odniosłem po obejrzeniu krótkiego filmiku przedstawiało się mniej więcej tak: "O! Aquaria w kosmosie!". Patrząc na komentarze w internecie nie byłem osamotniony w tym odczuciu – wiele osób porównywało Capsized zarówno do Aquarii pod względem artystycznym jak i do Soldata pod kątem rozgrywki. Owo porównanie nie jest oczywiście złe – Soldat jest bardzo ciekawą, wręcz kultową w niektórych kręgach, zręcznościową strzelanką, a Aquaria to hit sceny indie.

No dobra, ale o co w tej grze chodzi? Historia przedstawiona w Capsized jest prosta – statek głównego bohatera zostaje zaatakowany przez nieznanych napastników. Uszkodzenia są na tyle poważne, że załoga zmuszona jest do ewakuacji w kapsułach ratunkowych na pobliską planetę. Gracz wciela się w oddzielonego od towarzyszy astronautę, który musi zebrać ocalałych towarzyszy i wydostać się ze zdecydowanie niezbyt gościnnej planety.

Osobiście już podczas pierwszej misji byłem oczarowany światem Capsized. Piękna grafika 2D, połączona z rewelacyjną muzyką Magnusa Birgerssona aka "Solar Fields" robi wrażenie o jakim wiele mainstreamowych gier 3D może tylko pomarzyć. Cała planeta wydaje się tętnić obcym życiem. Gdy zatrzymamy naszego astronautę na chwilę będziemy mogli zaobserwować wokół nas intensywny ruch najróżniejszych organizmów i aż do ostatniej chwili ciężko stwierdzić czy mijana pulsująca roślina nie okaże się gniazdem pełnym ogromnych, krwiożerczych kleszczy. Doprowadza nas to do pytania – jak trudny jest Capsized? Osobiście nie nazwałbym się nigdy hardcore'owym graczem, jednak swoje się już nagrałem i muszę stwierdzić, że nie jest to łatwa gra. Minęło nieco czasu nim opanowałem korzystanie z haka, zarówno w roli narzędzia jak i broni. Każdy poziom bohater rozpoczyna wyposażony jedynie w podstawowy blaster. Nową broń zdobywa dopiero w trakcie eksploracji danej planszy, a gra na wyższych poziomach nie oszczędza nas, rzucając czasem problematycznych oponentów już na samym początku. W grze dostępne są trzy poziomy trudności, sam grałem na Medium, więc ciężko mi stwierdzić faktycznie o ile łatwiej jest na niższym poziomie, choć w sieci czytałem opinie, że nawet tryb Easy zapewnia wyzwanie.
 
Gra podzielona jest na misje, w których nasz bohater ma inny cel do zrealizowania – raz musimy uratować określoną ilość załogantów i odtransportować ich w bezpieczne miejsce, a w innej misji musimy zniszczyć posągi zakłócające sygnał komunikatora. W realizacji naszych zadań przeszkodzić nam chcą zarówno agresywne okazy fauny i flory, jak również lokalna rasa inteligentnych kosmitów, która już przy pierwszym kontakcie dała do zrozumienia, że rozbitkowie są niemile widziani. Co nam pomoże w obronie przed agresorami? Oprócz sporego arsenału mniej lub bardziej "klasycznych" broni palnych, do dyspozycji mamy również plecak odrzutowy(paliwo, tak jak amunicja, niestety się kończy i musimy go szukać na powierzchni planety) oraz bardzo ciekawe i szalenie praktyczne narzędzie – hak grawitacyjny. Dzięki owemu hakowi możemy zarówno wspinać się po ścianach, pokonywać przepaście, jak również chwytać mniejsze skały, przedmioty lub wrogów i wystrzeliwać ich we wskazaną stronę.
 
 
 
Wrogowie z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć,dysponują różnymi taktykami ataku. Do walki z naszym astronautą staną między innymi najróżniejsze rodzaje opancerzonych kosmitów uzbrojonych w broń palną, szarżujące dzikie bestie, latające insekty(większe okazy starają się pochwycić bohatera w swoje szczęki) czy wspomniane wyżej kleszcze, które atakują całym rojem. Tutaj na uwagę zasługuje kreatywne wykorzystanie silnika fizycznego w Capsized. Przykładowo, na poziomie 6 spotkamy Kapłanów – lewitujących kosmitów, których specjalność polega na wytworzeniu pola grawitacyjnego przyciągającego wszystkie obiekty w okolicy: barykady, pochodnie, skały, a nawet naszego biednego bohatera, jeśli nie jest ostrożny. Kapłan tworzy w ten sposób tarczę chroniącą przed obrażeniami, która przy wyłączeniu wystrzeliwuje wszystkie porwane obiekty po okolicy. I byłoby to pół biedy, gdyby nie fakt, że Kapłan może też wciągnąć w pole dowolny wystrzelony w niego pocisk, co przy zbyt żywiołowym opróżnianiu magazynku może zaowocować przykrą niespodzianką. Ciekawie też przedstawiają się zakłócające komunikację posągi, których pole ochronne zakrzywia tor lotu każdego wystrzelonego pocisku, czyniąc je tym samym zupełnie odpornymi na broń palną.
 
Co mógłbym zarzucić Capsized jako wadę, to zbyt oszczędne przedstawienie fabuły – krótkie intro po odpaleniu gry, a następnie między poziomami parę komiksowych kadrów objaśniających co się dzieje. Wszystko oczywiście jest tak skonstruowane, że niemożliwe jest nie zrozumienie o co chodzi, jednak jeśli już mamy porównać to do bogatych opisów w Aquarii to Capsized wypada słabiej. Oprócz trybu fabularnego dostępny jest też tryb Arcade, w którym możemy stoczyć Deathmatch z botami, zmierzyć się z falami wrogów w trybie Survival lub na podzielonym ekranie pojedynkować się z drugim graczem. Nie jest to niezbędne do szczęścia, ale skoro jest już tryb pojedynku czy mordownia botów z wzajemnością to twórcy mogli wprowadzić prawdziwie soldatowy deatch match po sieci. Wiem, że teraz panuje niezdrowa moda dorabiania multiplayera do wszystkiego, co nie ucieka(o tym trendzie będzie kiedy indziej), ale akurat przy takich trybach dodatkowy brak rozgrywki sieciowej wydaje się nieco dziwny.
 
Czy warto kupić Capsized? Zdecydowanie tak. Mamy tu do czynienia z graficzno-muzycznym majstersztykiem, który trzyma w napięciu i sprawdza nasz refleks na każdym kroku. W Capsized gra się płynnie i nawet trudności z pokonaniem pewnych bossów czy pułapek nie zniechęcają przed poznaniem dalszych losów rozbitków. Oprócz kampanii fabularnej twórcy zapewnili nam też dodatkowe tryby rozgrywki, dlatego myślę, że jest to gra, która szybko się nie znudzi. Dodatkowo skusić może aktualna cena, bowiem do 10 lipca na Steamie można kupić Capsized 50% taniej 😉
 

Ten wpis został opublikowany na CosyHell.pl dnia 7 lipca 2011 roku.

Dodaj komentarz