Tranzystory, łódki i takie tam

Transistor_Wallpaper_1920x1080

Pamięta ktoś jeszcze coś takiego jak Szpajkowe Zapowiedzi na Cosy Hell? Pomysł był prosty – podczas szperania w sieci, zbierałem zapowiedzi gier, które moim zdaniem wyglądały obiecująco, po czym w jednym tekście krótko je opisywałem. Pierwsze (i ostatnie, gdyż cykl nie był kontynuowany) trzy gry jakie przedstawiłem to: Insanely Twisted Shadow Planet, dobra gra, która jednak okazała się pewnym rozczarowaniem, From Dust, które opisał Raven oraz Bastion, wobec którego miałem obawy, jak okazało się, zupełnie niepotrzebnie – gra, jak już kiedyś pisałem, jest jednym z moich ulubionych tytułów i uwielbiam do niej wracać. Po ukończeniu Bastionu, nie mogłem się doczekać co jej twórcy, Supergiant Games, wydadzą następnego. W marcu się doczekałem i bez dalszej (większej) zwłoki przedstawiam wam…Transistor!

Co tu dużo mówić – zwiastun robi wrażenie jak mało który. Supergiant Games postanowili tym razem pójść w zupełnie innym kierunku – zamiast postapokaliptycznego fantasy dostajemy dystopijną, artystyczną przyszłość. W trakcie ataku ze strony tajemniczych zabójców, gwiazda zwana “Red” wchodzi w posiadanie potężnej broni – tytułowego Tranzystora. Niestety to czyni ją wrogiem publicznym numer 1 i “Red” zmuszona jest nie tylko rozwikłać zagadkę Tranzystora, ale również walczyć o własne życie.

Bastion był niesamowitym doświadczeniem, dlatego Transistor łyknąłem wraz z premierą powyższego zwiastunu. Supergiant Games bardzo rozsądnie nie zrywa z formułą, która uczyniła Bastion hitem. Powraca wspaniała muzyka Darrena Korba z wokalami Ashley Barrett. Powraca piękna, klimatyczna grafika autorstwa Jen Lee. No i oczywiście powraca wspaniały, głęboki głos Logana Cunninghama, który ponownie będzie narratorem naszych przygód. Jak widać wiele rzeczy łączy nową grę z poprzednikiem, jednak cały świat i historia to zupełnie inna bajka i mam szczerą nadzieję, że Transistor zmiecie mnie z nóg równie solidnie jak zrobił to Bastion, jednak w zupełnie innym stylu. Premiera jest planowana na rok 2014 – już szykuję pieniążki. Jeśli natomiast ktoś chce doświadczyć pierwszych 15 minut rozgrywki i nie boi się spoilerów – zapraszam na YouTube. Co mi się rzuciło w oczy to wzbogacenie rozgrywki o element turowy, w założeniu nieco podobny do systemu VATS z Fallout 3 i Fallout: New Vegas.

Transistor_19-mar-2013_02

Szpajkowe Zapowiedzi nigdy nie były kontynuowane, gdyż przepływ gier był co najmniej równie chaotyczny jak moje postępy w śledzeniu nowości i tempo aktualizacji bloga – ciężko było znaleźć dość by zapełnić jeden tekst. Obecnie, biorąc pod uwagę jak regularnie wypuszczam wpisy i o czym piszę stały dział zapowiedzi nie ma zupełnie sensu. Jednak co jakiś czas myślę, że wrzucę coś co mnie zainteresuje – dlatego do Transistora dorzucę dzisiaj grę zachęcającą do nabycia łódki.

Narrator tego zwiastunu jest bardzo przekonywujący i Leviathan: Warships wygrywa moją osobistą nagrodę na najbardziej wyluzowany zwiastun na temat gry wojennej. Przyznam, że to to to przypomina mi morską wersję Gratuitous Space Battles i…kompletnie mi to nie przeszkadza. GSB było fajną, choć nieco frustrującą i nie wciągającą na długo grą, ale dobrze się przy niej bawiłem dlatego Leviathan: Warships kusi. Kupiłbym łódkę, dodał do niej pancerz i w ogóle…w końcu zasłużyłem sobie! Następny wpis – łatwo ulegam reklamom…

Źródła:

Grafika wpisu i wszystkie zrzuty ekranu pochodzą ze strony Supergiant Games: http://supergiantgames.com/

Rok później – Capsized no more

Podczas urlopu nie zwróciłem uwagi na to, że 7 lipca minął rok od pierwszego tekstu jaki zamieściłem na Cosy Little Hell. Była to recenzja gry Capsized – mój powrót do pisania po długiej przerwie i pierwszy tekst, który opublikowałem oficjalnie na necie. Owszem, były wcześniejsze recenzje Wolsunga i Klanarchii, ale publikowałem je jedynie na PBFnode (kto pamięta ten wie, dla reszty –  zapewne kiedyś poświęcę wpis tej inicjatywie), które skalę miało jeszcze mniejszą, niż ten blog.

W ciągu tego roku sporo się wydarzyło, z moim nieoczekiwanym kiedyś przejściem na OddSphere włącznie. Ravenowi zawdzięczam to, że wciągnął mnie w pisanie na blogu, bowiem moje wcześniejsze podejścia kończyły się sromotną klęską. Dlatego też tutaj chciałbym podziękować mu za zachętę, motywację i kącik w którym mogłem zacząć szlifować pisaninę.

CLH sporo mnie nauczyło – jak pisać, żeby sprawiało mi to przyjemność, jakie tematy mnie interesują, a które są orką na ugorze i nie warto im poświęcać uwagi. Obecnie staram się przede wszystkim pisać ze spontanu i dla frajdy – jeśli mi coś wpadnie do głowy i uznam, że jestem w stanie napisać o tym coś więcej niż parę krótkich zdań to najlepiej zrobić wpis. Kiepsko mi idzie planowanie i przymuszanie się, że muszę napisać coś konkretnego na odgórny termin – najczęściej w takiej sytuacji kompletnie się blokuję i zamiast napisać cokolwiek powstaje długa przerwa podczas, której mocuję się z tekstem, a ostateczny efekt podsumować można piosenką Lady Pank. Dlatego nie porywam się z motyką na słońce, staram się raczej na spokojnie szukać inspiracji i nie angażuję się już w żadne większe projekty.

Pozostając w duchu tego tematu pozwolę sobie wspomnieć o moim osobistym Failu 2011 roku, mianowicie nie zrealizowanie wywiadu z twórcami Bastionu, Supergiant Games. Żałuję tego najbardziej, bo Greg Kasavin był zainteresowany, a niestety zawaliłem na całej linii. Mam nauczkę na przyszłość, żeby takie okazje traktować bardziej poważnie.

Na chwilę obecną OddSphere ma dopiero 3 miesiące. Jest nieźle, ale mogło być dużo lepiej, przede wszystkim w dziedzinie regularnych wpisów i stylu tekstów. Nad tym najprawdopodobniej będę teraz pracował. Może też wpadnie mi do głowy sposób na rozszerzenie działalności ponad teksty, ale nie mówię hop. Zadomowiłem się już na tym blogu i dobrze mi się tu pisze.

Na sam koniec chciałbym najbardziej podziękować Dai, która zawsze wspiera mnie w mojej pisaninie i pomaga mi przemyśleć pewne aspekty funkcjonowania OddSphere, mimo iż gram w “fuj gry” i przyprawiam ją o załamanie nerwowe, Fafu, która dzielnie wojuje z moimi bykami i stylem wprost z piekła rodem oraz Wam, czytelnikom, że dzielnie czytacie moje wypociny. Tym optymistycznym akcentem wracam do myślenia nad kolejnym wpisem.