Wypróbować przed zakupem? NIET!

71196_1003x370_ALL

Jeszcze przez parę dni mamy sezon urlopowo-wakacyjny dlatego cały czas trwa nieustające bombardowanie ofertami i promocjami na gry. Niedawno dostałem maila o promocjach na Origin i choć nie jestem fanem tego systemu, tak stwierdziłem, że zajrzę co mają w ofercie. Sprawdziłem parę gier, w tym jedna pozycja z mojej listy życzeń – Kingdoms of Amalur: Reckoning. Me oczęta ujrzały, iż gra w promocji warta jest 16,47 zł z VAT. Oferta zaczęła kusić, ale czy warto?

71196_screenshot_06

Jakiś czas temu czytałem recenzję mostona na Cosy Hell, a widząc zniżkę zapoznałem się również z opinią Angry Joe na YouTube. Dosypałem do tego parę gameplay’ów na owym serwisie i byłem gotów. Werdykt: hicior nad hiciory to nie jest, choć jest to pozycja bardzo dobra. Wygląda zachęcająco, choć…nie zawsze opinie recenzentów zgadzają się z moją. Zatem powrót do lamentów, rozterek i niepewności, jak bowiem sprawdzić czy gra mi się spodoba czy nie? Na szczęście Amalur posiada wersję demo. Po uruchomieniu możemy stworzyć postać, przejść samouczek, a następnie mamy 1 godzinę na swobodną eksplorację świata gry. To mi się podoba! Pograłem, sprawdziłem czy to co jest, przynajmniej na początku, trafia w me gusta i zapadła decyzja – jestem na tak!

Jednak meritum nie tkwi w opisywanej grze, dlatego odstawmy ją na bok. Dzisiaj zebrało mi się na wspominki do czasów, kiedy oczywistym było, że każda gra będzie mieć wersję demo przed oficjalną premierą i każdy będzie mógł sprawdzić na własnej skórze czy rozgrywka mu się podoba czy nie. Może i jestem staroświecki, ale wolę takie rozwiązanie niż oglądanie filmików na YT czy słuchanie cudzych opinii. Przykładowo, na Steam, mam zapisanych na liście życzeń parę pozycji, które chętnie bym osobiście zweryfikował czy zasługują by na niej być. Niestety jestem w stanie to zrobić zaledwie z garstką tytułów.

71196_screenshot_02

Pacholęciem będąc zagrywałem się w demka gier i niektóre z nich przechodziłem po parę razy, karmiąc się nadzieją, że uda mi się zdobyć pełną wersję. Pamiętam sterty płyt z najróżniejszych gazet, wypchane wersjami próbnymi. W sumie dalej jest tak, że najszybciej do gry zniechęci lub przekona mnie właśnie przejście demo. Niestety taka możliwość pojawia się coraz rzadziej i częściej jestem zmuszony oglądać na YouTube jak ktoś gra i tym kierować się przy wyborze. Może wypadłem z obiegu i przegapiłem coś istotnego, ale zastanawia mnie co się zmieniło, że wersja demo ze standardu zmieniła się w opcję. Czy to internet i wysyp serwisów udostępniających teksty oraz filmy przedstawiające pierwsze wrażenia odnośnie gier? Może przez to firmy zauważyły okazję do pocięcia pewnych kosztów i zamiast inwestować w wersję demo wciskają nam do łapek nagrania i słodzą na portalach społecznościowych, żebyśmy przypadkiem nie zrezygnowali z zakupu? Na szczęście w świecie gier indie praktyka wypuszczania demo wciąż żyje i ma się jak na razie dobrze. Mam nadzieję, że taka sytuacja się nie zmieni, choć patrząc na niektóre niepokojące trendy w tym światku…kto wie.

A co Wy sądzicie o wersjach demo? Czy Waszym zdaniem powinny zniknąć ze świata elektronicznej rozrywki? A może, jak ja, tęsknicie za dawnymi czasami?

Źródło:

Wszystkie zrzuty ekrany pochodzą ze strony: http://store2.origin.com/store/eaemea/pl_PL/pd/productID.232511600/

Tranzystory, łódki i takie tam

Transistor_Wallpaper_1920x1080

Pamięta ktoś jeszcze coś takiego jak Szpajkowe Zapowiedzi na Cosy Hell? Pomysł był prosty – podczas szperania w sieci, zbierałem zapowiedzi gier, które moim zdaniem wyglądały obiecująco, po czym w jednym tekście krótko je opisywałem. Pierwsze (i ostatnie, gdyż cykl nie był kontynuowany) trzy gry jakie przedstawiłem to: Insanely Twisted Shadow Planet, dobra gra, która jednak okazała się pewnym rozczarowaniem, From Dust, które opisał Raven oraz Bastion, wobec którego miałem obawy, jak okazało się, zupełnie niepotrzebnie – gra, jak już kiedyś pisałem, jest jednym z moich ulubionych tytułów i uwielbiam do niej wracać. Po ukończeniu Bastionu, nie mogłem się doczekać co jej twórcy, Supergiant Games, wydadzą następnego. W marcu się doczekałem i bez dalszej (większej) zwłoki przedstawiam wam…Transistor!

Co tu dużo mówić – zwiastun robi wrażenie jak mało który. Supergiant Games postanowili tym razem pójść w zupełnie innym kierunku – zamiast postapokaliptycznego fantasy dostajemy dystopijną, artystyczną przyszłość. W trakcie ataku ze strony tajemniczych zabójców, gwiazda zwana “Red” wchodzi w posiadanie potężnej broni – tytułowego Tranzystora. Niestety to czyni ją wrogiem publicznym numer 1 i “Red” zmuszona jest nie tylko rozwikłać zagadkę Tranzystora, ale również walczyć o własne życie.

Bastion był niesamowitym doświadczeniem, dlatego Transistor łyknąłem wraz z premierą powyższego zwiastunu. Supergiant Games bardzo rozsądnie nie zrywa z formułą, która uczyniła Bastion hitem. Powraca wspaniała muzyka Darrena Korba z wokalami Ashley Barrett. Powraca piękna, klimatyczna grafika autorstwa Jen Lee. No i oczywiście powraca wspaniały, głęboki głos Logana Cunninghama, który ponownie będzie narratorem naszych przygód. Jak widać wiele rzeczy łączy nową grę z poprzednikiem, jednak cały świat i historia to zupełnie inna bajka i mam szczerą nadzieję, że Transistor zmiecie mnie z nóg równie solidnie jak zrobił to Bastion, jednak w zupełnie innym stylu. Premiera jest planowana na rok 2014 – już szykuję pieniążki. Jeśli natomiast ktoś chce doświadczyć pierwszych 15 minut rozgrywki i nie boi się spoilerów – zapraszam na YouTube. Co mi się rzuciło w oczy to wzbogacenie rozgrywki o element turowy, w założeniu nieco podobny do systemu VATS z Fallout 3 i Fallout: New Vegas.

Transistor_19-mar-2013_02

Szpajkowe Zapowiedzi nigdy nie były kontynuowane, gdyż przepływ gier był co najmniej równie chaotyczny jak moje postępy w śledzeniu nowości i tempo aktualizacji bloga – ciężko było znaleźć dość by zapełnić jeden tekst. Obecnie, biorąc pod uwagę jak regularnie wypuszczam wpisy i o czym piszę stały dział zapowiedzi nie ma zupełnie sensu. Jednak co jakiś czas myślę, że wrzucę coś co mnie zainteresuje – dlatego do Transistora dorzucę dzisiaj grę zachęcającą do nabycia łódki.

Narrator tego zwiastunu jest bardzo przekonywujący i Leviathan: Warships wygrywa moją osobistą nagrodę na najbardziej wyluzowany zwiastun na temat gry wojennej. Przyznam, że to to to przypomina mi morską wersję Gratuitous Space Battles i…kompletnie mi to nie przeszkadza. GSB było fajną, choć nieco frustrującą i nie wciągającą na długo grą, ale dobrze się przy niej bawiłem dlatego Leviathan: Warships kusi. Kupiłbym łódkę, dodał do niej pancerz i w ogóle…w końcu zasłużyłem sobie! Następny wpis – łatwo ulegam reklamom…

Źródła:

Grafika wpisu i wszystkie zrzuty ekranu pochodzą ze strony Supergiant Games: http://supergiantgames.com/