Archeologia PBFowa

Część czytelników zapewne kojarzy PBFnode (o którym wspominałem jakiś czas temu) jako coś więcej niż tylko dziwne słowo. Nie wiem co mnie właściwie natchnęło by odgrzebać ten relikt z czeluści internetowego zapomnienia, ale gdy jakiś czas temu wpadło mi do głowy przejrzeć stare sesje na forach to PBFnode wróciło niczym rzucony rok temu w siną dal bumerang.

Czytaj dalej

Rok później – Capsized no more

Podczas urlopu nie zwróciłem uwagi na to, że 7 lipca minął rok od pierwszego tekstu jaki zamieściłem na Cosy Little Hell. Była to recenzja gry Capsized – mój powrót do pisania po długiej przerwie i pierwszy tekst, który opublikowałem oficjalnie na necie. Owszem, były wcześniejsze recenzje Wolsunga i Klanarchii, ale publikowałem je jedynie na PBFnode (kto pamięta ten wie, dla reszty –  zapewne kiedyś poświęcę wpis tej inicjatywie), które skalę miało jeszcze mniejszą, niż ten blog.

W ciągu tego roku sporo się wydarzyło, z moim nieoczekiwanym kiedyś przejściem na OddSphere włącznie. Ravenowi zawdzięczam to, że wciągnął mnie w pisanie na blogu, bowiem moje wcześniejsze podejścia kończyły się sromotną klęską. Dlatego też tutaj chciałbym podziękować mu za zachętę, motywację i kącik w którym mogłem zacząć szlifować pisaninę.

CLH sporo mnie nauczyło – jak pisać, żeby sprawiało mi to przyjemność, jakie tematy mnie interesują, a które są orką na ugorze i nie warto im poświęcać uwagi. Obecnie staram się przede wszystkim pisać ze spontanu i dla frajdy – jeśli mi coś wpadnie do głowy i uznam, że jestem w stanie napisać o tym coś więcej niż parę krótkich zdań to najlepiej zrobić wpis. Kiepsko mi idzie planowanie i przymuszanie się, że muszę napisać coś konkretnego na odgórny termin – najczęściej w takiej sytuacji kompletnie się blokuję i zamiast napisać cokolwiek powstaje długa przerwa podczas, której mocuję się z tekstem, a ostateczny efekt podsumować można piosenką Lady Pank. Dlatego nie porywam się z motyką na słońce, staram się raczej na spokojnie szukać inspiracji i nie angażuję się już w żadne większe projekty.

Pozostając w duchu tego tematu pozwolę sobie wspomnieć o moim osobistym Failu 2011 roku, mianowicie nie zrealizowanie wywiadu z twórcami Bastionu, Supergiant Games. Żałuję tego najbardziej, bo Greg Kasavin był zainteresowany, a niestety zawaliłem na całej linii. Mam nauczkę na przyszłość, żeby takie okazje traktować bardziej poważnie.

Na chwilę obecną OddSphere ma dopiero 3 miesiące. Jest nieźle, ale mogło być dużo lepiej, przede wszystkim w dziedzinie regularnych wpisów i stylu tekstów. Nad tym najprawdopodobniej będę teraz pracował. Może też wpadnie mi do głowy sposób na rozszerzenie działalności ponad teksty, ale nie mówię hop. Zadomowiłem się już na tym blogu i dobrze mi się tu pisze.

Na sam koniec chciałbym najbardziej podziękować Dai, która zawsze wspiera mnie w mojej pisaninie i pomaga mi przemyśleć pewne aspekty funkcjonowania OddSphere, mimo iż gram w “fuj gry” i przyprawiam ją o załamanie nerwowe, Fafu, która dzielnie wojuje z moimi bykami i stylem wprost z piekła rodem oraz Wam, czytelnikom, że dzielnie czytacie moje wypociny. Tym optymistycznym akcentem wracam do myślenia nad kolejnym wpisem.